Plac powoli wypełnia się ludźmi, są młodzi, starsi, rodziny z dziećmi. Na parapetach okalających plac budynków, tak samo jak w całym mieście palą się świeczki. Magicznie jest oglądać ten spektakl miejski, w którym biorą udział również mieszkańcy. Zapalanie świec w oknach to tradycja sięgająca połowy XIX wieku. Na fasadzie ketedry ropoczyna się spektakl dźwięku i światła. Mam wrażenie, że budynek zaczyna żyć swoim życiem, pulsuje, wypełnia się światłem, a potem gaśnie. Czuję się jak dziecko i łapię się na tym, że buzię mam otwartą ze zdumienia. Tak właśnie rozpoczęła sie moja tygodniowa wycieczka do Francji, uczestnictwem w Fête des Lumières.

Jak się pije wino?

Pomimo grudnia pogoda nie zawodzi i przez cały tydzień towarzyszy mi słońce. Optymistycznym jest również to, że jasno jest aż do około 17. Z okien pociągu podziwiam winnice, jest zima, nie wyglądają więc tak urokliwie jak w lecie, ale i tak jest pięknie. Jedziemy na degustację win do restauracji przynależącej do drugiej największej w regionie winnicy. Mały lokal serwuje wyśmienite wino oraz fantastyczne potrawy, wytwarzane z lokalnych produktów. Nie będę się rozwodzić nad smakiem i aromatem, wiadomo chyba każdemu, że kuchnia francuska jest słynna na całym świecie i to nie tylko ze względu na croissanty z czekoladą 😉 Obsługująca nas Pani cierpliwie tłumaczy o co w tym całym smkowaniu wina chodzi, co po czyn następuje i na jakie aspkty zwrócić uwagę. Teraz cały ten rytuał nabieranie zupełnie nowego znaczenia i gorąco polecam każdemu, jeśli ma możliwość wzięcie udziału w takiej degustacji.

Góry na wyciągnięcie ręki

Zatrzymałam się w małej, aczkolwiek urokliwej miejscowości Valence. Blisko stąd zarówno nad morze jak i w góry. Fajnie jest mieć taki wybór, wybieram góry. Jedziemy do Grenoble, a stąd wybieramy się do Crolles, gdzie wchodzimy na Dent de Crolles. Słoneczna pogoda i fantastyczne widoki pozwalają na załadowanie akumulatorów do pełna. Czuję, że mogłabym tutaj zostać na dłużej, mam wrażenie jakbym przeniosła się do innego świata. Jest cicho, w pewnym sensie, bo wiatr wieje niemiłosiernie na takich wysokościach. Pozwala to jednak człowiekowi nabrać dystansu i przyjrzeć się pewnym sprawom z innej perspektywy. Dla rządnych adrenaliny w Crolles znajduje się znakomity punkt paralotniarski, a cała okolica oferuje liczne atrakcje od wędrówek górskich po spływy kajakowe, wymagające trasy rowerowe i wiele innych.

Urlop od mamowania

To był mój trzeci urlop od mamowania. Pierwsze dwa były weekendowe, teraz nie było mnie tydzień i byłam stosunkowo daleko. Już po dwóch dniach czułam sie wypoczęta, a cały tydzień był moim zdaniem optymalny, gdybym została dłużej chyba bym się zapłakała. Naładowałam baterie, a do domu wróciłam stęskniona. Domownicy również nabrali świeżej perspektywy. Bilans końcowy: same plusy! Wypoczęta mama, bardziej samodzielni tata i dziecko, nowe doświadczenia. Polecam Wam mamy taki urlop. Świat sie nie zawali seriously!

Ściskam i życzę Wam wszystkim Wesołych Świąt!

PS. Widzimy się w styczniu i rozpoczynamy Nowy Rok wyzwaniem fitnessowo – wellnessowym. Zapisz się do newslettera i nie przegap 🙂