Powsinoga

Prawda jest taka, że nie planowałam tego. Tego całego blogowania, fanpejdża, instagrama, wyginania się i biegania po mieście w króciutkich szortach o świcie. Początkowo miałam totalnie inny pomysł na siebie i na życie. Skończyłam Wydział Geografii Uniwersytetu Warszawskiego. Po drodze studiowałam jeszcze na WUM-ie, AWF-ie i Uniwersytecie Humboldta w Berlinie. Trochę włóczyłam się po świecie, pracowałam w hostelu, radiu, podawałam kawę w Sydney, opiekowałam się dzieciakami na kursach językowych w Anglii i wtedy było super. Studenckie życie, wiadomo. Później trochę pracowałam w poważnej korporacji wynajmującej nieruchomości, a właściwie w kilku korporacjach. Na samą myśl o pracy od … do … jakoś mnie wzdrygało. Zaczynałam miesiąc w miesiąc chorować. To był ten okres, w którym nie robiłam zbyt wiele dla siebie. Robiłam po prostu to, co uważałam za stosowne ze względu na ogólnie panujące normy społeczne. Zastanawiałam się wtedy czy aby na pewno nie jestem jakaś taka “za miękka”? Przecież inni dają radę, może to jest ta moja granica komfortu i trzeba się po prostu przemóc? Przecież mam fajną tą pracę z językami, wynajmuję ludziom apartamenty na drugim końcu świata. A ja byłam permanentnie zmęczona, nic mi się nie chciało. To na serio tutaj jest to poza strefą komfortu?

strefa komfortustrefa komfortustrefa komfortu

Australia                                                       Japonia                                                  Indie

Specjalizacja: wyginanie

Teraz już wiem, że to nie była moja strefa, poza strefą komfortu. Nie chciałam po prostu żyć w taki sposób i moje ciało dobitnie mi to komunikowało. Podczas studiów prowadziłam trochę aerobic, więc kiedy po powrocie do Polski znajoma poprosiła mnie o poprowadzenie zajęć pilates&stretch, pomyślałam easy! Później poszłam na pierwszy króciutki kurs instruktorski. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że nie mogę zrobić praktycznie nic! Prostowniki w odcinku lędźwiowym były tak sztywne i przykurczone, że uniemożliwiały mi jakikolwiek ruch, umiałam się jedynie…wyginać. Dodam, że moje mięśnie centrum raczej wtedy nie istniały. Wtedy zamajaczyła przede mną wizja, że może to tutaj jest to moje poza strefą komfortu? Konfrontowanie się z prostymi ruchami, które jak się okazuje nie są takie proste, bo przecież nie mogę ich wykonać! Nauczyłam się, że mniej znaczy tak naprawdę więcej. Naprawiłam kilka rzeczy w sobie, schudłam, nauczyłam się podejścia na luzie.

strefa komfortu

 

A ja leżę i leżę i leżę

To właśnie na macie znalazłam to miejsce, które dało mi przestrzeń do rozwoju. Które mnie motywuje, popycha do przodu. Już nie tylko dla siebie, również dla moich podopiecznych. Chcę wiedzieć co, jak i dlaczego funkcjonuje. To pasjonujące i wiem, że ta ścieżka nie ma końca, a ja jestem na samym jej początku. To właśnie jest w niej chyba najfajniejsze. Kocham to, co robię, chociaż popycha mnie daleko poza moja strefę komfortu. Założyłam bloga i fanpejdż. Chciałabym się trochę podzielić tym, co dotychczas udało mi się wypracować. Jakoś tak się dzieje, że mam w okół siebie dusze, które popychają mnie dalej i motywują. Gdybyś powiedziała mi, że będę biegać po centrum w króciutkich szortach nigdy bym nie uwierzyła! A teraz zdecydowałam, że zrobię miesięczne wyzwanie, z filmikami i ogarnę jak to zrobić technicznie! To też jest dla mnie wyzwanie leżące poza strefą komfortu, ponieważ jeszcze niedawno nie lubiłam umieszczania swoich zdjęć w internecie, a teraz mam robić dla Was gadane filmiki! Chcę stworzyć coś, co pozwoli Ci wykształcić zdrowe nawyki, tak aby były one regularną częścią Twojego życia, a nie kilkudniowym zrywem. Nie wiem czy ćwiczenia fizyczne leżą poza Twoją strefą komfortu, dlatego zaczynamy od podstaw. Od czegoś małego. Jeśli i Ty jesteś ciekawa zapisz się tutaj.  

A jeśli znasz kokoś, komu takie podkreślam stopniowe, powolne wchodzenie w temat aktywności będzie przydatne podziel się linkiem.

Zapraszam serdecznie,

strefa komfortu

PS. Przepraszam za jakość zdjęć podróżniczych, ale przy ich wykonywaniu nie planowałam upubliczniania xD Poza tym nie jest to blog podróżniczy, więc mam nadzieję, że mi wybaczycie.