Niedawno dostałam maila od Anonimowych Jedzeniocholików. W miły sposób poinformowali o zmianach dotyczących jakiejś tam polityki. W pierwszej chwili za nic na świecie nie mogłam zorientować się o co chodzi. Że co przepraszam? Od kogo ten email? Jednak po upływie pewnego czasu wszystko do mnie dotarło i przypomniałam sobie, w związku z jaką sprawą ten email trafił do mojej skrzynki.

Kiedyś miałam inne życie

Być może ostatnio nie piszę o tym zbyt wiele, ponieważ zajmuje mnie ciąża, macierzyństwo, rozwijanie mojego biznesu i wykańczanie mieszkania. Ale kiedyś miałam inne życie. Nie wiem czy znasz takie uczucie, kiedy patrzysz wstecz i wydaje Ci się, że Twoje życie dzieli się na kilka różnych żyć. Tak właśnie jest w moim przypadku. Ten email, od anonimowych jedzeniocholików trafił do mnie, ponieważ cierpiałam na zaburzenia odżywiania. Cierpiałam na napady kompulsywnego objadania się i desperacko szukałam pomocy, u psychologów, psychoterapeutów, dietetyków oraz w takich jak wspomniana organizacjach. Bardzo się tego wstydziłam. Byłam bardzo nieszczęśliwa ze sobą, byłam paręnaście kilogramów cięża i wcale nie było mi z tym dobrze.

2013 i 2017 rok

Napady kompulsywnego objadania

Ktokolwiek cierpi/ał na jakiekolwiek zaburzenie odżywiania wie jak straszne jest to doświadczenie kiedy kompletnie nie panujesz nad tym co i w jakich ilościach ląduje w Twoim żołądku. Gdyby jeszcze było to jedzenie dobrej jakości, a ja po prostu ważyłabym więcej. Albo gdybym jadła do momentu, w którym czuję, że jestem najedzona i to mi wystarcza, a coś jest nie tak z moim metabolizmem byłoby to zdecydowanie do przyjęcia. Jednak było zupełnie inaczej, to jedzenie rządziło mną. Nie potrafiłam przestać, czasami jadłam na potęgę bułki z masłem lub cokolwiek co wpadło mi pod rękę – całą kiśc bananów, czerstwe drożdżówki, cała pizzę, zupki chińskie. Dosłownie cokolwiek. Jakość i wartości odżywcze nie miały dla mnie znaczenia chociaż wiedziałam, jak bardzo krzywdzę i niszczę siebie.

napady kompulsywnego jedzenia

Z pozoru wszystko było ok

Przy innych jadłam mało i zdrowo tylko po to, aby wieczorem wyzerować lodówkę. Po takim epizodzie nie mogłam patrzeć w lustro. Jeszcze bardziej nienawidziłam siebie, odczuwałam jeszcze większe przygnębienie i beznadzieję sytuacji, w której się znajduję. Szukałam pomocy w różnych miejscach, niestety bezskutecznie. Na zewznątrz wyglądało na to, że jest ok, spotykałam się z ludźmi, chodziłam na imprezy, do pracy, takie normalne życie ot co. Przyjaciółki od czasu w taktowny sposób zwracały mi uwagę na to, że troszkę jakby mi się przytyło, a przecież to ja zawsze byłam ta smukła i wysportowana. Czasami się żaliłam, czasami bagatelizowałam sprawę. Wiedziałam, że chcą pomóc, ja też chciałam sobie pomóc nie chciałam siebie przecież niszczyć!  Odczuwałam wewnętrzną pustkę, którą potrzebowałam czymś wypełnić. Kiedy sobie to teraz przypominam, pamiętam doskonale to poczucie bycia na dnie studni, ciemne kolory i chłód na skórze. Działo się tak ponieważ zawsze byłam badzo wrażliwa, często płakałam, bardzo przejmowałam się opinią innych i w zasadzie nigdy nie czułam się dostatecznie dobra. Wciąż się porównywałam i wydawało mi się, że przy wszystkich wypadam po prostu..słabo.

Początek zmiany

Podczas gdy przechodziłam te ciężkie chwile mieszkałam za granicą, znajomi zmieniali się jak w kalejdoskopie, nie miałam stałego punkt zaczepienia. Miałam średnią pracę, chociaż niektórym wydawało się, że to jest coś ekstra – praca w korporacji w Niemczech. Nienawidziłam siebie, nie miałam pojęcia dokąd ani dlaczego akurat tam zmierzam. Swoje cele wytyczyłam na podstawie tego, co było wartościowe dla innych, nie dla mnie. Przyszedł jednak taki moment, w którym z dnia na dzień rzuciłam i pracę i stwierdziłam, że wracam do domu, poczułam, że rodzina jest dla mnie ważna. To był pierwszy krok, pierwsza rzecz na mojej liście życiowych priorytetów i wartości, których wtedy nie znałam. Poszłam za tym odczuciem. Chociaż decyzja ta była skrajnie nieracjonalna wróciłam do Polski i wyjechałam na kilka tygodni za miasto. Rzuciłam ‘pracę marzeń’ i postanowiłam zaszyć się na mazowieckiej wsi.

Zbiór żółtej cukinii

Jak to się dalej potoczyło

Zaczęłam zastanawiać się czego chcę od życia i czego ono chce ode mnie? Zaczęłam czytać książki o rozwoju, szukać odpowiedzi na pytanie skąd ta pustka, co mam teraz ze sobą zrobić skoro do tej pory kierowałam swoim życiem racjonalnie a wyszło niezbyt fajnie. Postanowiłam wrócić do zawodu instruktora, który przecież tak bardzo lubiłam! Krok po kroku zaczęłam zmieniać nastawienie do samej siebie. Stosować pozytywne myślenie i powtarzać sobie, że jestem ok taka, jaka jestem, że dbam o siebie najlepiej jak potrafię w tym momencie. Przestałam śledzić większość super fit profili. Bardzo starałam się nie karać i nie biczować w myślach czy to wieczorem przy lodówce za żywieniowe i treningowe wpadki. Nie od razu poszło gładko, zmiana nie odbyła się z dnia na dzień. Wkrótce jednak idąc do sklepu miałam na oczach filtr, który blokował wszystkie niezdrowe produkty, których nie powinnam jeść, jeśli nie chcę samej siebie krzywdzić. Zmiany następowały narawdę stopniowo, ale wreszcie stałam się wolna, nie pamiętam po jakim dokładnie czasie przestałam być więźniem jedzenia. Przestało być ono dla mnie synonimem kary czy nagrody.

Z punktu w którym rządził mną strach, stres i brak poczcia własnej wartości stopniowo zaczęłam przesuwać się w stronę miłości do samej siebie, dbania o siebie i budowania poczucia wewnętrznej siły. Małymi krokami, z wpadkami, ale udało mi się.

Na koniec mam dla Ciebie małe ćwiczenie, poświęć na nie chwilę dzisiaj wieczorem i zrób listę 10 pięknych rzeczy, które w sobie masz <3 Przypomnij sobie o nich, kiedy następnym razem będziesz chciała narzekać na siebie. Jesteś dobra taka, jaka jesteś. Pamiętaj o tym.

Ściskam,

Kasia

PS. Jeśli ten wpis był Twoim zdaniem ważny/pomocny/cokolwiek podziel się nim. Dla mnie był ważny i osobisty.
PS. 2 Jestem w trakcie przygotowywania wiosennej akcji dla głowy i ciała. Akcji, w której przez 5 dni będziemy wykonywać małe zadania dotyczące żywienia i pozytywnego nastawienia do siebie. Dołącz do akcji klikając TUTAJ.