Jestem z miasta, ale to miasto nie ukrywam bardzo mnie męczy. Zrobiłam już wszystko co mogłam, aby jak najbardziej je wygłuszyć. Mieszkam na przedmieściach, nie dojeżdżam do centrum do pracy w godzinach szczytu, unikam tłumów,  a jednak czuje ciągłą presję miasta, jego oddech na karku, warkot autobusów i szum samochodów za oknem. Ono szepce, że powinnam szybciej i wydajniej. Pójść tu albo tam, zrobić jeszcze to czy tamto. Na szczeście umiem mu już coraz częściej grzeczniej podziękować i powiedzieć, że dziekuję za jego liczne zaproszenia ale ja wolę inaczej. Wolniej. Po swojemu.

Górskie marzenia

Od dawna marzyłam o górach, nie o egzotycznych plażach, drinkach z palemką i innych takich, ale o górach właśnie. O tym, żeby poczuć swoje nogi po całodziennej wędrówce. Zmęczone tak uczciwie, pracą, którą wykonały. Dodatkowo zmęczone tym, że na plecach niosę mojego syna, który pomimo tego, że drobny waży już prawie 13 kg. To podchodzenie pod szczyt to taka uczciwa praca moich mięśni, nie potrzebuję siłowni, żeby się zmęczyć. Chodzeie po górach to prawdziwe wyzwanie, w dodatku połączone z resetem głowy. Gdzieś tam zamiast autobusu słyszę szum górskiego strumienia, gdzieś tam wiatr świszcze pomiędzy gałęziami a gdzie indziej słychać szelest leśnego zwierzęcia spłoszonego przez turystów. Zmysły sie wyostrzają. Czuje jak zupełnie inaczej niż w mieście zaczyna funkcjonować moja głowa a za nią podąża reszta, całe ciało.

Nie potrzebuję nic więcej

Z rana zaparzam kawę i słucham ptaków. Chodzenie samo w sobie jest wyzwaniem. Wieczorem ciało samo podpowiada czego potrzebuje, czyli ciepłego prysznica i delikatnego stretchu. Niczego więcej. Przygotowałam je już wcześniej do działania, teraz nie muszę stosować żadnych dodatkowych zabiegów, a jedynie wsłuchać się w jego mądrość. Prosi rozmasuj mnie tu i rozciągnij delikatnie pośladek poddany dodatkowemu obciążeniu. Zrób kilka rotacji, a kręgosłup Ci podziękuje.

 

Jak okiem sięgnąć las

Dlaczego tak ważne jest przebywanie w naturze? Ponieważ właśnie do tego zostaliśmy stworzeni i nadal nie zaadaptowaliśmy się do życia w miastach, przy biurkach i z telefonem w dłoni. Przebywanie w naturze wpływa niezwykle relaksacyjnie na nasz układ nerwowy i całe ciało. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że to najważniejsza składowa całej tej układanki. Jeśli nie będziemy od czasu do czasu się resetować i zwalniać to poddajemy swój organizm gigantycznemu stresowi. Kiedy ciągle gonią nas terminy, wytyczne, tramwaje i nowe filmy w kinie wtedy zaczynaja się schody. Nasz układ nerwowy nie wie, że to tylko “coś nowego do ogarnięcia”. On myśli, że stoisz przed niedźwiedziem i musisz sobie jakoś z tym poradzić, adaptuje się, a Ty wytwarzasz wzorzec adaptacji do tego, że mieszkasz w jaskini z niedźwiedziem. Ostatnio widziałam gdzieś, że 90% interwencji lekarskich w krajach wysokorozwiniętych może być łączona ze stresem (nie pytaj gdzie to widziałam, mignęło mi w internecie). A chyba łatwiej na chwile wyzluzować i pójść do lasu prawda?

Zmykam i ściskam,

Podziel się ze mną jak Ty spędzasz majówkę. Jestem ciekawa. Czy też preferujesz spędzać ją blisko natury czy może jesteś fanką city-break’ów?