Strasznie mnie wkurza ta moda na zajeżdżanie siebie. Ja wiem, że są ludzie, którzy to lubią i mogą i szacun dla nich. Ale co z całą resztą? Co z tymi, którzy nie lubią albo nie mogą? Co z nimi?  Czy sądzisz, że wszyscy mamy takie same możliwości, predyspozycje i wszyscy powinniśmy wyglądać tak samo? Nie będę poddawać też polemice tego, czy takie zajeżdżanie siebie jest rzeczywiście zdrowe. Osoby, które zajmują się ciężkimi treningami doskonale wiedzą z czym to się wiąże.

Dlaczego ja w tym nie uczestniczę?

Otóż jestem jedną z takich osób, które nie lubią i nie mogą się zajeżdżać. Zdecydowałam, że wolę żyć bez bólu i przewlekłego zmęczenia, że wcale nie chcę się “zajeżdżać”, że chcę mieć energię na inne czynności, takie, które są dla mnie ważniejsze. Złożyło się na to kilka czynników.

Kiedy trenowałam niejednokrotnie po treningu ledwo wchodziłam po schodach. Całkiem serio. Wtedy mogłam sobie na to pozwolić. Miałam kilkanaście lat, nie musiałam nic ogarniać, czas regeneracji był błyskawiczny. Następnego dnia wstawałam skoro świt i biegłam do szkoły. Po zmęczeniu dnia poprzedniego nie było śladu. Różnicę zaczęłam odczuwać na studiach, kiedy po czterech godzinach poprowadzonych zajęć fitness, dnia następnego ledwo mogłam zwlec się z łóżka. Dotarcie na uczelnię było heroicznym czynem, a wytrwanie na wykładach i ćwiczeniach wręcz przerastało moje siły. Oczywiście wieczorem znowuż musiałam tryskać energią! Coraz ciężej było mi funkcjonować. Później nastąpiła przerwa związana z wyjazdami i “odpoczynek” od aktywności.

i36a9818

Zespół chronicznego zmęczenia

Jednak nie na długo. Jako osoba, które praktycznie całe swoje życie była aktywna nie potrafiłam normalnie funkcjonować nie robiąc czegoś fizycznie. Znowu rzuciłam się w wir treningów. Jakieś 4 lata temu dni rozpoczynałam treningiem na basenie, tak było 4-5 razy w tygodniu. Kilometr na rozgrzewkę był standardem. Prócz tego prowadziłam zajęcia oraz próbowałam biegać, czego teraz wiem i otwarcie się do tego przyznaję nie lubię. Tak, tak moi drodzy bieganie jest nie dla mnie. Wiem to na pewno. Kilka razy w tygodniu robiłam również treningi interwałowe oraz chodziłam na jogę. Tym razem również zderzyłam się ze ścianą. Oprócz totalnego zmęczenia nie czułam przypływu endorfin i energii. Byłam permanentnie zmęczona i obolała. Myślałam, że końcu minie, przecież zawsze mijało. Dzień wolny potrafiłam w całości przeleżeć w łóżku, najlepiej śpiąc, po czym wcale nie czułam się lepiej… Czy ktoś się utożsamia?

Miałam anemię, a lekarz po serii badań, które nie wykazały zbyt wiele stwierdził zespół chronicznego zmęczenia. Wtedy totalnie nie wiedziałam o co w tym wszystkich chodzi, nie otrzymałam również satysfakcjonującej mnie porady. Wiedziałam jednak i czułam to, że nie dla mnie już są intensywne treningi. Odpadały dynamiczne formy jogi, cardio, fitnessy, cross fity. Trochę nie wiedziałam co mogę robić, bo jednak czułam taką potrzebę. Wtedy ratunkiem był dla mnie stretching i pilates, który poznałam nieco już wcześniej.

i36a9961

Moja recepta?

Dla każdego funkcjonuje coś innego. Sama musisz ocenić co to takiego, na co Twój organizm reaguje dobrze, a po czym czuje się totalnie rozjechany. Jeśli robisz przerwę a pomimo to nadal coś jest nie tak może pora zastanowić się nad zmianą? To, że coś jest już nie dla nas nie oznacza, że za rogiem nie czeka na nas coś nowego. Musisz zacząć życie, które jest dla Ciebie ekscytujące. Robić rzeczy, które Ci służą, nawet jeśli to tylko dodatek do codzienności. Bądź dla siebie dobra,dbaj o siebie. Tylko Ty rozumiesz co tak naprawdę działa, a co nie. Jeśli super intensywny trening nie jest dla Ciebie, po prostu go nie rób!

Ściskam mocno,

podpis

PS. Tylko do 30.09 można zapisać się na mój program online, miesiąc krótkich treningów z dostawa do skrzynki. Nic intensywnego, sama już wiesz dlaczego. Sprawdź tutaj.