Znajdź czas i przestrzeń

Znajdź czas i przestrzeń

Nasza kultura skłania nas do nieustannej pogoni. Pogoni za kolejnymi osiągnięciami, dobrami, doznaniami. Cierpimy na ciągły deficyt czasu pomimo tak wielu udogodnień w postaci urządzeń, które mają nam tego czasu więcej podarować. Czyż nie do tego służą Twoja pralka, zmywarka, samochód, telefon i komputer? Nigdy się nie zatrzymujemy, ciągle jest coś do zrobienia, do zobaczenia, do doświadczenia. Więcej, szybciej, mnóstwo bodźców i mnóstwo informacji do przetworzenia. Do tego właśnie potrzebujesz ogromnej ilości czasu i energii. W dzisiejszym artykule chcę zachęcić Cię do przyjrzeniu się tym dwóm wymiarom z nieco innej perspektywy.

Czas i macierzyństwo

Będąc mamą cierpisz na ciągły niedostatek czasu zgadza się? Ciąża ciągnie się w nieskończoność, a po porodzie czas przyspiesza niczym rakieta ruszająca w kosmos. Same dla siebie nie jesteśmy zbyt łaskawe. Oglądamy gwiazdy, które w krótkim czasie wracają do formy, idealnie się prezentują w pięknych kreacjach na czerwonym dywanie i my również często tak chcemy. Nie bierzemy pod uwagę tego, co dzieje się za kulisami. Ile jest tam pomocy różnego typu. Chcemy, żeby było szybko. Ale czy szybko oznacza zdrowo zarówno pod względem fizycznym jak i psychicznym? Zbyt szybki powrót do intensywnych treningów może nie być najlepszym pomysłem, o czym już niebawem opowie nam fizjoterapeutka zajmująca się pracą z kobietami po ciąży. Chcemy również ogarnąć dom, bo przecież wcześniej dawałyśmy radę go ogarnąć więc czemu teraz miałoby być inaczej? Jeżeli jesteś młodą mamą to koniecznie porządnie wypocznij podczas połogu, o czym piszę w mojej książce, a także TUTAJ.

Pułapka perfekcjonizmu

Znajduj czas dla siebie tak często jak tylko tego potrzebujesz. Ja też wpadłam w pułapkę perfekcjonizmu po pierwszym porodzie. Byłam z siebie naprawdę dumna do momentu gdy Rysio nie zaczął chodzić. Ogarnięcie rzeczywistości było wtedy zwyczajnie łatwiejsze. Za to wylądowałam na kozetce u psychoterapeuty, gdy miał 1,5 roku. Nie mogłam pogodzić się z tym, że nie jestem w stanie wszystkiego tak dobrze ogarnąć jak wcześniej. Jeśli jesteś mamą to daj sobie ten czas bez względu na to, na jakim etapie macierzyństwa jesteś. Wypad z przyjaciółkami za miasto, przypomnienie sobie o tym, że jesteś oddzielnym bytem niesamowicie ładuje nasze baterie. Czasami wystarczy kąpiel w wannie z dodatkiem soli i świecami. To nie musi być SPA. To jest bazowe dla zdrowia tak psychicznego jak i fizycznego. Dla podładowania baterii. Jeżeli nie czytałaś wpisu o moich samotnych wakacjach od mamowania to zapraszam Cię TUTAJ.

Ile pomocy potrzebujesz?

Nie oszukujmy się macierzyństwo jest momentami bardzo trudne i frustrujące. Szczególnie teraz gdy żyjemy w rodzinach nukleranych, czyli składających się z dwóch pokoleń. Wiele osób w internecie kreuje obraz tego, że najczęściej jest wspaniale, nie ma problemów, wszyscy są uśmiechnięci i radzą sobie ze wszystkim sami. To tylko fasada. Powiem Ci jak jest u mnie. Korzystam z mnóstwa pomocy. Mam wspierającego partnera, który chętnie zajmuje się dziećmi, dziadków, którzy również sporo nam pomagają np. kiedy nagrywam albo pracuję nad jakimś innym projektem lub gdy czuję się nieco przytłoczona jak ostatnio. Korzystam też z pomocy Pani, która raz w tygodniu przychodzi posprzątać mieszkanie. Lubię porządek, a bałagan mnie stresuje. Cała ta pomoc to czas, czas dla mnie. Jeśli więc możesz naucz się prosić o pomoc i o wsparcie. Poczujesz więcej przestrzni w swoim życiu. Nie musisz udowadniać nikomu, że możesz wszystko. Wpłynie to pozytywnie zarówno na Twoją głowę jak i przestrzeń w ciele. Serio!

Selektywność informacji

W ciągu jednego dnia jesteśmy zalewani tak ogromną ilością informacji, że w rezultacie nie wiemy co mamy z nimi zrobić. Często skutkuje to efektem przytłoczenia, dezorganizacją naszego życia i finalnym nie zrobieniem niczego. Bądź selektywny co do informacji i bodźców, które do Ciebie docierają. Wyłącz wszelkie powiadomienia w swoim telefonie. To Ty powinieneś decydować co i kiedy do Ciebie dociera a nie na odwrót. Jeśli ktoś będzie miał pilną potrzebę na pewno do Ciebie zadzwoni, nie jest natomiast moim zdaniem konieczne natychmiastowe odbieranie wszelkich wiadomości, które przychodzą do Twojej szufladki na Instagramie czy jakiejkolwiek innej aplikacji. Takie działanie na pewno zaoszczędzi Ci sporo czasu. To bardzo ciekawe jak działa ludzkie ciało, nawet kiedy postanowisz sobie, że nie będziesz korzystać z wybranych aplikacji, ale pozostawisz je w tym samym miejscu na swoim telefonie Twój kciuk bezwiednie będzie ich poszukiwał! Nie do końca wiadomo czy kieruje tym mechanizmem nasz mózg czy też tak funkcjonują Twoje place, które wyrobiły sobie taką pamięć ruchową.

Czas odosobienia

Świat przyrody po intensywnych miesiącach kwitnięcia, wzrostu i owocowania sprowadza energię do środka i zasypia na zimę. Człowiek obecnie chce żyć poza tym schematem i nieustannie szuka sposobu na to jak być wydajnym i aktywnym na 100% również w zimniejszej porze roku. Nie jest to dla nas zdrowe i naturalne, ponieważ każdy organizm musi nieco zwolnić obroty jeśli chce dobrze gospodarować swoją energią. Nadmierne eksploatowanie się nie jest optymalnym rozwiązaniem. Nie chodzi o to, aby nie robić nic, ale wielu z nas odczuwam w okresie zimowym potrzebę ukrycia się przed światem, zwolnienia i to jest dobre. To taki czas dla Twojego wnętrza. Czas, gdy ograniczasz ilość kontaktów i wsłuchujesz się w siebie. Ja również zamierzam w najbliższym czasie powsłuchiwać się w siebie i dać sobie więcej przestrzni.

Mam nadzieję, że ten wpis był dla Ciebie pomocny <3 Koniecznie daj mi znać w komentarzu, jestem ciekawa Twoich spostrzeżeń i obserwacji na tym polu. Jeśli znasz kogoś, dla kogo ten artykuł mógłby być inspirujący podeślij mu go, dzielenie się jest fajne!

Uściski,

Kasia

PS. W styczniu rozpoczniemy wspólny rozruch na macie, a także nową serię video z odpowiedziami na najczęściej pojawiające się pytania. Jeśli masz jakieś propozycje tematów koniecznie mi je podeślij. Czekam!

Jak szybko schudnąć?

Jak szybko schudnąć?

Bardzo wiele osób wpisuje to zapytanie w wyszukiwarkę. Oczekujemy tego, że wujek Google podpowie jak schudnąć i zadbać o siebie szybko i ‘bezboleśnie’. To jak wyglądamy i jak się czujemy jest wynikiem tego, co robimy na codzień. Tego jak się ruszamy albo jeśli się nie ruszamy. Nasz wygląd, sprawność i samopoczucie na pewno będą tego stanu odzwierciedleniem. To nie kwestia dwóch tygodni, czy nawet dwóch miesięcy. To kwestia całych lat podczas, których używałeś/łaś swojego ciała w pewien określony sposób.

Minimalne minumum

Zapewne słyszałeś/łaś nie raz powiedzienie jesteś tym, co jesz. Dieta ma ogromny wpływ na nasz organizm to fakt niepodważalny. Wiemy również, że dla zachowania zdrowia i sprawności powinniśmy ćwiczyć.  WHO (World Health Organization)  zaleca 150 minut umiarkowanego ruchu na przestrzeni tygodnia i 75 minut wysiłku o wyższej intensywności. Te wytyczne znajdziesz klikając TUTAJ.  To naprawdę bardzo niewiele. Dzieląc 150 minut przez 7 wychodzi nam nieco ponad 20 minut dziennie i 10 minut ruchu o podwyższonej intensywności. Jednak jeśli spojrzysz na ruch z szerszej perspektywy zauważysz, że praktycznie wszystko co robisz od momentu przebudzenia jest ruchem. Dlaczego w takim razie nie wykorzystać by tego faktu na naszą korzyść i nie starać się w życiu codziennym ruchów, które będą nas bardziej angażować?

Naturalne biologicznie lenistwo

Jak każdy inny gatunek jesteśmy zaprojektowani tak, że naszym głównym celem jest prztrwanie. Dlatego właśnie ludzki organizm dąży do maksymalnego oszczędzania uzyskanej z pożywienia energii. W końcu mamy prztrwać prawda? Każdy wysiłek to wydatek energetyczny, a więc po co się ruszać? Sprawy nieco uległy zmianie i oto mamy pełną dostępność wszystkich możliwych rodzajów pożywienia. Nadal chcemy żyć w taki sposób, aby oszczędzać energię. Jest to taka nasza mądrość gatunkowa, która nie do końca rozumie zmianę, która zaszła w naszym otoczeniu. Stąd wielu z nas ciężko jest zmotywować się do ruchu i ćwiczeń fizycznych. Nie jesteś w tym sam/sama. Jedynie umysł rozumie zagrożenia, z jakimi wiąże się brak ruchu.

Technologie nie zrobią pracy za Ciebie

Skoro nasz organizm dąży do oszczędzania energii ale jednocześnie wiemy, że powinniśmy ćwiczyć to…szukamy rozwiązań na zewnątrz. Wszelkie technologie, maszyny, aplikacje i urządzenia powstałe w celu wspomożenia naszej aktywności to znak naszych czasów. Jesteśmy gotowi więcej zapłacić za trening z nowinkami technologicznymi niż wziąć odpowiedzialność za to, że to my i tylko my jesteśmy odpowiedzialni za swoje zdrowie, sprawność i dobre samopoczucie. Ludzie bardzo lubią kiedy ktoś /coś wykona za nich pracę. Stąd właśnie tytuł tego artykułu: Jak szybko schudnąć ponad 3 miliony zapytań o tą frazę w Googlu…

Weź odpowiedzialność i zacznij się ruszać od teraz!

Co możesz zrobić natychmiast? Jest szereg sposobów na to, aby wdrożyć więcej ruchu (zauważ, że posługuję się słowem ruch, a nie ćwiczenia) nawet jeśli ćwiczysz regularnie:
– zacząć więcej chodzić oczywiście stopniowo, przejście 50 km na wstępie również nie będzie najlepszym pomysłem ( zobacz te dwa artykuły: KLIK i KLIK) 
– niżej siadać, a docelowo siadać na podłodze, tak aby wykonywać większy zakres ruchu i wykorzystywać większą ilość mięśni w swoim ciele (również stopniowe przechodzenie na podłogę będzie tutaj kluczowe jeśli przez wiele, wiele lat siedziałeś/łaś jedynie na krześle)
– robić częstsze przerwy w pracy, zrób sobie przerwę raz na 30 minut – wstań, przeciągnij się, przespaceruj
– spójrz za okno – pozwoli to rozluźnić mięśnie znajdujące się w okół gałki ocznej
– rozciągnij klatkę piersiową, po to aby zmienić nieco ciągły układ sił działających na Twoje ciało oderwij się od komputera i wykonaj kilka prostych ćwiczeń, które proponuję TUTAJ

To jak? Wchodzisz w to? Zdecydujesz się od dzisiaj, od teraz wprowadzić więcej ruchu do swojego życia? Nie proponuję Ci treningu, a jedyne małe zmiany, które pozwalą Ci więcej się ruszać, zadbać o swoje zdrowia, sprawność i samopoczucie. A jeśli poszukujesz większej ilości inspiracji to koniecznie pobierz PDF z ćwiczeniami rozluźniającymi TUTAJ

Uściski,

Kasia

PS. Szykuję również wpis o udogodnieniach, które pomogą Ci mieć więcej ruchu w Twojej domowej przestrzeni, dlatego wyglądaj kolejnych artykułów na blogu 🙂

 

 

Chodzenie, czyli sposób na zdrowie

Chodzenie, czyli sposób na zdrowie

Chodzenie i zdrowie to proste połączenie, jednak w dobie coraz to wymyślniejszych ćwiczeń i sprzętów do ich wykonywania na pewno nie pomyślałabyś o tym jak ważnym elementem w całej tej prozdrowotnej układance jest właśnie…chodzenie! Szczerze mówiąc ostatnio odlajkowałam na instagramie jeszcze więcej profili o tematyce pseudo-prozdrowotnej i zostały mi już do obserwacji same profile kulinarne, warzywa i kwiatki 😉 Żartuję, coś tam jeszcze obserwuję. Dzisiaj mam jednak dwa cele. Pierwszy z nich to pokazanie Ci licznych zalet chodzenia, a drugi to zaproszenie Ciebie do akcji #chodzeniemaznaczenie.

O co chodzi z tym chodzeniem?

Chodzenie jest dla nas jednym z najbardziej naturalnych ruchów. Tak, tak to wcale nie pompka i nie brzuszki są tym czego nasze ciało potrzebuje najbardziej. Możnaby powiedzieć, że nasze ciało zostało do chodzenia niemalże zaprojektowane. Kiedyś, jako gatunek musieliśmy na serio sporo się nałazić aby zdobyć pożywienie. Sama widzisz mamy to ‘we krwi’. Umiejętność chodzenia zyskujemy dosyć wcześnie. Dziecko zaczyna chodzić w okolicach swoich pierwszych urodzin i odtąd wykonujemy w ciągu swojego życia ten ruch wielokrotnie. Chciałabym zaznaczyć również, że dziecko NAJPIERW zaczyna chodzić, a dopiero później BIEGAĆ. Jeśli więc masz w planach przebiegnięci 5 km to najpierw te 5 km należałoby przejść.

Chodzenie jako ćwiczenie

Być może nigdy nie postrzegałaś chodzenia w ten sposób, ale to ruch, który angażuje praktycznie całe Twoje ciało! Podczas chodu używamy nawet tricepsa, który aktywizuje się podczas wymachu ramienia do tyłu. Pod warunkiem oczywiście, że masz wolne ręce 😉 Chodzenie to także ćwiczenie terapeutyczne dla naszych kostek, kolan, bioder i miednicy. Aby jednak spełniało ono swoje funkcje nie powinnaś przemieszczać się jedynie po twardych, płaskich i wybetonowanych powierzchniach i raczej powinnaś swoje spacery przenieść na łono natury. Mam dla Ciebie jeszcze jedną dobrą wiadomość, a mianowicie chodzenie również wpływa na bilans kaloryczny, czyli spala kalorie i możesz dzięki niemu schudnąć.

Benefity dla układu nerwowego

Dzięki chodzeniu i obcowaniu z naturą możesz obniżyć poziom stresu. Tak jest! Kortyzol w starciu ze spacerem nie ma szans. Zawsze kiedy czuję się nieco przytłoczona sytuacją uciekam na spacer. Zresztą nie tylko ja! Badania jasno wskazują na tego typu korzyści. Chodzenie pomaga również zachować sprawność mentalną! Spacerując chronisz swój mózg przed zardzewieniem.

Chodzenie dobre dla oczu

Wyobraź sobie, że mieszkasz blisko przyrody, a nie w mieście. Twoje oczy są stworzone do tego, aby wypatrywać pożywienia lub też zbliżającego się niebezpieczeństwa a nie do tego aby bezustannie wpatrywać się w ekran telefonu. Realia są jednak takie, jakie są i oto żyjemy w miastach i nieustannie wpatrujemy się w ekrany. Nasze oczy jednak wciąż działają tak jak niegdyś i nie wcale nie namawiam Cię do tego abyś teraz wszystko zmieniała i przeprowadzała się do chatki na skraju lasu, ale raczej do tego aby zmienić perspektywę, a możesz to zrobić właśnie na spacerze. Mięśnie w okół gałki ocznej tak samo jak wszystkie inne mięśnie w Twoim ciele uczą sie tego, co najczęściej wykonujesz. Wyjście na spacer i uzyskanie szerszej perspektywy może im wyjśc jedynie na dobre.

#chodzeniemaznaczenie

Teraz, kiedy wiesz już jak wiele zalet ma zwykłe, tak naturalne dla nas chodzenie mam nadzieję, że przyłączysz się do akcji #chodzeniemaznaczenie. Przez cały październik naszym celem będzie to, aby codziennie przejść 2 km. To naprawdę nie jest dużo. Wystarczy, że przejdziesz zamiast przejechać kilka przystanków autobusem. Odprowadzisz dziecko do szkoły albo po prostu wybierzesz się na półgodzinny spacerek. Co tydzień będę publikowała na Facebooku i Instagramie post podsumowujący dany tydzień. Mam nadzieję, że przyłączy się do nas trochę osób i zobaczy jak naprawde w prosty i przystępny spsób można zadbać o swoje zdrowie i jakość swojego życia. Mam nadzieję, że podzielisz się tą informacją.

Nie chce Ci się czytać? Zobacz video

Uściski i do zobaczenie gdzieś na miejskim szlaku,

Kasia

 

Jak Paula pozbyła się bólu kręgosłupa

Jak Paula pozbyła się bólu kręgosłupa

Ci, którzy są wystarczająco szaleni, by myśleć, że są w stanie zmienić świat, są tymi, którzy go zmieniają.
Steve Jobbs

Moja misja

Jak wielokrotnie zaznaczałam moją misją jest to, aby jak najwięcej osób poprzez wdrożenie zdrowych nawyków lepiej zadbało o siebie i swoje zdrowie a poprzez to także zdrowie swojej rodziny. Aby jak najwięcej osób poprzez odpowiedni trening lepiej funkcjonowało na codzień i cieszyło się każdym dniem. No bo co z tego, że pójdziesz na trening raz na jakiś czas, albo pójdziesz, a później znowu zrobisz sobie gigantyczną przerwę, bo zakwasy, bo nie mam kiedy, bo tak naprawdę niby ćwiczę regularnie, ale wcale nie czuję się spoko, bo coś mnie nieustannie boli. 

Dlatego właśnie dzisiaj chciałam Ci przedstawić kolejną super pozytywną historię dziewczyny z Wirtualnego Studia – Pauli, która dzięki temu, że zdecydowała się o siebie zadbać jest teraz o wiele sprawniejsza i czuje się o wiele lepiej na codzień. Jeśli lubisz takie historie czytaj dalej.

Historia Pauli

Po 10 latach pracy biurowej  (ok. 10 h dziennie przed komputerem, z jedną nogą pod sobą) zaczęłam pracować fizycznie. Równolegle zaczęły się na poważnie  problemy z kręgosłupem. Pomimo tego, że schudłam ok. 15 kilogramów, mój kręgosłup zdawał się nie odczuwać pozytywnie tej zmiany. Bóle były tak dotkliwe, że uniemożliwiały pionizację i powodowały leżenie na podłodze w każdej wolnej chwili. Co to za życie? Po kolejnym takim epizodzie zaczęłam szukać ratunku. Na Facebooku wyświetliła mi się informacja o programie Kasi 21 dni na macie i postanowiłam, że zaufam jej doświadczeniu i  spróbuję.

8 marca w Dzień Kobiet Zamiast kwiatów mój mąż wykupił mi subskrypcje treningów z Kasią. To był najlepszy prezent dla mojego ciała! Z natury jestem osobą, która nie znosi ćwiczyć i nigdy nie ma czasu na ćwiczenia. Oczywiście powracający swędzący i piekący ból w plecach oraz w nodze szybko przypomniał mi o najgorszym bólu jaki przeżyłam. Zawzięłam się. Pierwszy był trening dla kręgosłupa. Potem trening regeneracyjny. Poczułam się lepiej. Przerabiałam te treningi na zmianę.  Miałam wrażenie, że moje ciało samo mi dziękuję za te 40 minut na macie. Byłam naładowana energią. Ból znacznie się zmniejszył. Czułam się zrelaksowana i wypoczęta mimo 12 h na nogach i 40 minutowego treningu. Od tamtej pory staram się ćwiczyć regularnie.

Zauważyłam zmiany w moim ciele. Pierwsze mięśnie, zmianę w sposobie chodzenia, jestem bardziej wyprostowana. Po 3 miesiącach treningów jestem w stanie wjechać pod górę rowerem (kto próbował, ten wie o czym mówię  nie męcząc jedynie mięśni nóg a wykorzystując także mięśnie brzucha! Kręgosłup czasem się odzywa ale wystarczy sesja z Kasią i ból odchodzi. Nigdy nie myślałam,że 30 minut dziennie zmieni moje ciało, moje myślenie o ciele i spowoduje,że będę tak świadoma tego co robię! Te trening to nie tylko podnoszenie nóg i rozciąganie mięśni. To wiedza , która Kasia przekazuje w każdym treningu. Myślę, że to wyróżnia Kasię i świadczy o jej niezwykłym profesjonalizmie. Każdy ruch jest przez nią wytłumaczony w taki sposób, że doskonale wiesz co masz robić, więc ćwiczysz świadomie i nie szkodzisz swoim plecom, stawom i mięśniom!  A to, moim zdaniem, w ćwiczeniu jest najważniejsze! Poza tym jest jeszcze jedna rzecz, która kocham w ćwiczeniu z Kasią. Nie mam poczucia,że walczę o życie na macie! Ilość powtórzeń i ćwiczenia są dopasowane do każdego…nawet osoby, która dopiero zaczyna.

Czym jest dla mnie trening z Kasią? Czymś bez czego nie wyobrażam sobie mojego poranka lub wieczora! Nigdy w życiu nie czułam się lepiej. Efekty czuć i widać już po kilku dniach! Ale pamiętaj, że samo się nie zrobi, musisz być regularna.

Paula Staros
Twórczyni eko-środków do czyszczenia domu

Spełnienie

Powiem Wam, że to wspaniałe uczucie móc czytać takie maile i wiadomości od Was. Myślę, że to tak naprawdę w pracy jest najważniejsze – czuć spełnienie i mieć poczucie tego, że życie ma sens, że ja dzięki swojej pracy i dzieleniu się wiedzą pomagam Wam w najistotniejszej sferze życia każdego z nas, jaką jest zdrowie.

Dziękuję po stokroć, że jesteś <3 Kasia

PS. Jeśli to, co osiągnęła Paula jest dla Ciebie inspirujące i też chciałabyś zadbać o swój kręgoslup i stawy koniecznie zajrzyj do Wirtualnego Studia, do 19.09.2018 karnet w niższej cenie!

Pozytywna historia porodowa

Pozytywna historia porodowa

Mam dzisiaj dla Was pozytywną historię porodową. Niestety nie słyszy się ich zbyt wiele, a szkoda! Sądzę, że to ważne i potrzebne. Dodaje wiary w to, że nie musi być strasznie, okropnie i boleśnie. Zamiast stygmatyzacji i opowiadania o tym jaki to poród nie jest przerażający i ile złego i bolesnego się podczas niego wydarza warto na niego spojrzeć również z perspektywy wydarzenia pełnego mocy i siły. Do tego porodu przygotowywałam się solennie przez cały okres trwania ciąży zarówno fizycznie jak i psychicznie. O różnicach i podobieństwach w przygotowaniach  do pierwszego i drugiego porodu piszę TUTAJ a TUTAJ o tym jak przygotowywałam się w finalnym okresie ciąży.

Jedziemy rodzić!

Za pierwszym razem nie miałam położnej ani nikogo, z kim mogłabym się skonsultować ‘czy to już’? Tym razem ciążę prowadziłam u położnej z wieloletnim doświadczeniem, specjalizującej się w porodach domowych, chociaż my na taki poród się nie zdecydowaliśmy. W dniu narodzin Heleny nad ranem obudziły mnie delikatne skurcze. Czułam, że to już, ale wolałam uniknąć sytuacji, w której zbyt wcześnie jedziemy na izbę przyjęć. Wstałam, zjadłam porządne śniadanie i zadzwoniłam do mojej położnej, która powiedziała, żeby odczekać aż skurcze staną się intensywniejsze lub ich częstotliwość wzrośnie. Poradziła mi pójść na spacer i rozluźnić się w wannie z ciepłą wodą. Tak też zrobiłam. Kiedy wszyscy wstali zrobiło się zamieszanie i skurcze nieco osłabły. Miałam wrażenie, że cała akcja znacznie się wydłuży. Zadzwoniłam do położnej, która powiedziała, żebyśmy przyjechali na izbę przyjęć bo w domu prawdopodobnie się nie wyluzuję ze względu na starsze dziecko.

Plan porodu

Nasz plan porodowy zakładał narodziny Heleny w jak najbardziej naturalny sposób, dlatego zdecydowaliśmy się na poród w Domu Narodzin przy Szpitalu Św. Zofii. Z położną spotkałam się na izbie przyjęć, podłączono mnie pod KTG, na którym widoczne były skurcze co 6-7 minut. Po badaniu okazało się, że niestety nie mam zbyt dużego rozwarcia. Tak jak za pierwszym razem moje skurcze były mało efektywne i cała akcja na początku postępowała dosyć wolno. Oczyma wyobraźni widziałam powtórkę z pierwszego porodu, który trwał nieskończenie długo…

Poród w Domu Narodzin

Dom narodzin okazał się fantastycznym miejscem, gdzie mogłam się wyluzować psychicznie i zagłębić w poród. Skurcze powoli się rozkręcały, a położna przy każdym badaniu mnie motywowała i zaznaczała jak mocno wierzy w moje możliwości, czego mi osobiście na tym etapie bardzo brakowało. Moja wiara w to, że dam radę stopniała jak kostka lodu podczas ostatnich upałów. Po trzech godzinach akcji porodowej pękł pęcherz płodowy, skurcze się zintensyfikowały. Skupiałam się na długich wydechach. Z każdym skurczem starałam się koncentrować nie na bólu, ale na rozluźnieniu, co naprawdę nie było łatwe, ale pomagało. Starałam się sobie wizualizować przestrzeń i otwarcie. Tą koncepcję zaczerpnęłam z książek, które czytałam przed porodem, a o których piszę TUTAJ. Niestety moja córeczka nie ustawiła się potylicowo przednio, a potylicowo tylnie, co sprawiało jej trudności ze wstawieniem się w kanał rodny. Położna musiała ją odwrócić.

Wszystko się może zdarzyć

Od początku ciąży miałam pewne wyobrażenia na temat tego jak poród wygląda, ponieważ już raz rodziłam. Przy pierwszym porodzie nie dopuszczałam do siebie myśli, że może być inaczej niż to sobie zaplanowałam. Tym razem było inaczej, tym razem wiedziałam, że poród jest nieprzewidywalny i jakkolwiek przygotowana nie jestem i kto mi nie towarzyszy wszystko może się zdarzyć. Pojechałam na porodówkę pogodzona z faktem, że pomimo moich najszczerszych chęci poród może zakończyć się również cesarskim cięciem. Myślę, że akceptacja jest w tym jak i w każdym innym przypadku bardzo ważna. Chciałam urodzić naturalnie jednak wiedziałam, że nikt nie da mi gwarancji na to, że tak się stanie.

Finał

Druga faza była krótka. Po tym jak położna odwróciła wiercipiętę mieszkającą w moim brzuchu wszystko potrwało 20 minut. Kilka razy zmieniałam pozycję, aby finalnie urodzić w wodzie w kucki. Uwierzyłam, że mogę, że dam radę, poczułam ogromną siłę i przy każdym parciu podczas ‘wyśpiewywania’ małej czułam jak dziecko przesuwa się w dół w kanale rodnym.  Poczułam mięciutką główkę i przy kolejnym parciu mała wyszła na świat. Nie mogłam uwierzyć w to, że dałam radę, że tym razem podołałam temu zadaniu, że dziecko bezpośrednio po porodzie wciąż jeszcze połączone ze mną tętniącą pępowiną ląduje na mojej klatce piersiowej, że uchyla powieki i na mnie spogląda. Niesamowite doświadczenie, magiczne i piękne. Łzy napływają mi do oczu, kiedy wspominam to wydarzenie sprzed nieco ponad tygodnia. Oczywiście, że nie było łatwo, oczywiście, że napracowałam się jak nie wiem co, a następnego dnia czułam ‘zakwasy’ jakich dawno nie miałam. Ale wiecie co? Jestem naprawdę szczęśliwa, że dałam radę i wierzę, że każda z nas, jeśli zechce da radę.

Dlaczego?

Dlaczego dzielę się tą historią? Dlatego, że moim zdaniem mało jest tych pozytywnych historii. Po prostu ich brakuje, a wiem, że są pomocne i potrzebne przed porodem. Ja szukałam ich w książkach. Praktycznie wszystkie kobiety, które znam rodziły w zmedykalizowany sposób. Nie obyło się bez oksytocyny, znieczulenia czy cięcia. Nie chodzi mi o to, że jest w tym coś złego, ale chodzi mi o to, że mało się słyszy się takich historii, w których kobieta wychodzi ze szpitala położniczego i podaje dalej pozytywne informacje na temat porodu.  Chodzi o to, że cały czas mało która z nas wierzy w to, że  poród naturalny jest możliwy. Słyszy się raczej narzekania i komentarze typu ‘szkoda gadać…’. Ja jestem dumna i mam poczucie siły. Wierzę również we wszystkie dziewczyny, które oczekują dziecka i chcą urodzić naturalnie, a nie mają przeciwwskazań medycznych – dacie radę dziewczyny <3

Ściskam,
Kasia

PS. Unikając dalszych pytań cały poród trwał nieco ponad 6 godzin.

Napady kompulsywnego objadania i o tym jak pokonałam demona

Napady kompulsywnego objadania i o tym jak pokonałam demona

Niedawno dostałam maila od Anonimowych Jedzeniocholików. W miły sposób poinformowali o zmianach dotyczących jakiejś tam polityki. W pierwszej chwili za nic na świecie nie mogłam zorientować się o co chodzi. Że co przepraszam? Od kogo ten email? Jednak po upływie pewnego czasu wszystko do mnie dotarło i przypomniałam sobie, w związku z jaką sprawą ten email trafił do mojej skrzynki.

Kiedyś miałam inne życie

Być może ostatnio nie piszę o tym zbyt wiele, ponieważ zajmuje mnie ciąża, macierzyństwo, rozwijanie mojego biznesu i wykańczanie mieszkania. Ale kiedyś miałam inne życie. Nie wiem czy znasz takie uczucie, kiedy patrzysz wstecz i wydaje Ci się, że Twoje życie dzieli się na kilka różnych żyć. Tak właśnie jest w moim przypadku. Ten email, od anonimowych jedzeniocholików trafił do mnie, ponieważ cierpiałam na zaburzenia odżywiania. Cierpiałam na napady kompulsywnego objadania się i desperacko szukałam pomocy, u psychologów, psychoterapeutów, dietetyków oraz w takich jak wspomniana organizacjach. Bardzo się tego wstydziłam. Byłam bardzo nieszczęśliwa ze sobą, byłam paręnaście kilogramów cięża i wcale nie było mi z tym dobrze.

2013 i 2017 rok

Napady kompulsywnego objadania

Ktokolwiek cierpi/ał na jakiekolwiek zaburzenie odżywiania wie jak straszne jest to doświadczenie kiedy kompletnie nie panujesz nad tym co i w jakich ilościach ląduje w Twoim żołądku. Gdyby jeszcze było to jedzenie dobrej jakości, a ja po prostu ważyłabym więcej. Albo gdybym jadła do momentu, w którym czuję, że jestem najedzona i to mi wystarcza, a coś jest nie tak z moim metabolizmem byłoby to zdecydowanie do przyjęcia. Jednak było zupełnie inaczej, to jedzenie rządziło mną. Nie potrafiłam przestać, czasami jadłam na potęgę bułki z masłem lub cokolwiek co wpadło mi pod rękę – całą kiśc bananów, czerstwe drożdżówki, cała pizzę, zupki chińskie. Dosłownie cokolwiek. Jakość i wartości odżywcze nie miały dla mnie znaczenia chociaż wiedziałam, jak bardzo krzywdzę i niszczę siebie.

napady kompulsywnego jedzenia

Z pozoru wszystko było ok

Przy innych jadłam mało i zdrowo tylko po to, aby wieczorem wyzerować lodówkę. Po takim epizodzie nie mogłam patrzeć w lustro. Jeszcze bardziej nienawidziłam siebie, odczuwałam jeszcze większe przygnębienie i beznadzieję sytuacji, w której się znajduję. Szukałam pomocy w różnych miejscach, niestety bezskutecznie. Na zewznątrz wyglądało na to, że jest ok, spotykałam się z ludźmi, chodziłam na imprezy, do pracy, takie normalne życie ot co. Przyjaciółki od czasu w taktowny sposób zwracały mi uwagę na to, że troszkę jakby mi się przytyło, a przecież to ja zawsze byłam ta smukła i wysportowana. Czasami się żaliłam, czasami bagatelizowałam sprawę. Wiedziałam, że chcą pomóc, ja też chciałam sobie pomóc nie chciałam siebie przecież niszczyć!  Odczuwałam wewnętrzną pustkę, którą potrzebowałam czymś wypełnić. Kiedy sobie to teraz przypominam, pamiętam doskonale to poczucie bycia na dnie studni, ciemne kolory i chłód na skórze. Działo się tak ponieważ zawsze byłam badzo wrażliwa, często płakałam, bardzo przejmowałam się opinią innych i w zasadzie nigdy nie czułam się dostatecznie dobra. Wciąż się porównywałam i wydawało mi się, że przy wszystkich wypadam po prostu..słabo.

Początek zmiany

Podczas gdy przechodziłam te ciężkie chwile mieszkałam za granicą, znajomi zmieniali się jak w kalejdoskopie, nie miałam stałego punkt zaczepienia. Miałam średnią pracę, chociaż niektórym wydawało się, że to jest coś ekstra – praca w korporacji w Niemczech. Nienawidziłam siebie, nie miałam pojęcia dokąd ani dlaczego akurat tam zmierzam. Swoje cele wytyczyłam na podstawie tego, co było wartościowe dla innych, nie dla mnie. Przyszedł jednak taki moment, w którym z dnia na dzień rzuciłam i pracę i stwierdziłam, że wracam do domu, poczułam, że rodzina jest dla mnie ważna. To był pierwszy krok, pierwsza rzecz na mojej liście życiowych priorytetów i wartości, których wtedy nie znałam. Poszłam za tym odczuciem. Chociaż decyzja ta była skrajnie nieracjonalna wróciłam do Polski i wyjechałam na kilka tygodni za miasto. Rzuciłam ‘pracę marzeń’ i postanowiłam zaszyć się na mazowieckiej wsi.

Zbiór żółtej cukinii

Jak to się dalej potoczyło

Zaczęłam zastanawiać się czego chcę od życia i czego ono chce ode mnie? Zaczęłam czytać książki o rozwoju, szukać odpowiedzi na pytanie skąd ta pustka, co mam teraz ze sobą zrobić skoro do tej pory kierowałam swoim życiem racjonalnie a wyszło niezbyt fajnie. Postanowiłam wrócić do zawodu instruktora, który przecież tak bardzo lubiłam! Krok po kroku zaczęłam zmieniać nastawienie do samej siebie. Stosować pozytywne myślenie i powtarzać sobie, że jestem ok taka, jaka jestem, że dbam o siebie najlepiej jak potrafię w tym momencie. Przestałam śledzić większość super fit profili. Bardzo starałam się nie karać i nie biczować w myślach czy to wieczorem przy lodówce za żywieniowe i treningowe wpadki. Nie od razu poszło gładko, zmiana nie odbyła się z dnia na dzień. Wkrótce jednak idąc do sklepu miałam na oczach filtr, który blokował wszystkie niezdrowe produkty, których nie powinnam jeść, jeśli nie chcę samej siebie krzywdzić. Zmiany następowały narawdę stopniowo, ale wreszcie stałam się wolna, nie pamiętam po jakim dokładnie czasie przestałam być więźniem jedzenia. Przestało być ono dla mnie synonimem kary czy nagrody.

Z punktu w którym rządził mną strach, stres i brak poczcia własnej wartości stopniowo zaczęłam przesuwać się w stronę miłości do samej siebie, dbania o siebie i budowania poczucia wewnętrznej siły. Małymi krokami, z wpadkami, ale udało mi się.

Na koniec mam dla Ciebie małe ćwiczenie, poświęć na nie chwilę dzisiaj wieczorem i zrób listę 10 pięknych rzeczy, które w sobie masz <3 Przypomnij sobie o nich, kiedy następnym razem będziesz chciała narzekać na siebie. Jesteś dobra taka, jaka jesteś. Pamiętaj o tym.

Ściskam,

Kasia

PS. Jeśli ten wpis był Twoim zdaniem ważny/pomocny/cokolwiek podziel się nim. Dla mnie był ważny i osobisty.
PS. 2 Jestem w trakcie przygotowywania wiosennej akcji dla głowy i ciała. Akcji, w której przez 5 dni będziemy wykonywać małe zadania dotyczące żywienia i pozytywnego nastawienia do siebie. Dołącz do akcji klikając TUTAJ.