7 złotych zasad dbania o siebie zimą

7 złotych zasad dbania o siebie zimą

Kalendarzowa zima zaczyna się dopiero za 2 tygodnie z hakiem, jednak zima tak naprawdę już tu jest. I nie chodzi o to,że w tym roku śnieg spadł nieco wcześniej. Zauważ, że od jakiegoś już czas czujesz się nieco inaczej. Zaobserwuj też, co dzieje się i jak zmienia się natura. Drzewa nie mają już liści i odprowadziły swoje soki w głąb, aby nie narażać się na działanie zimna i aby przetrwać tę porę. Dni są corasz krótsze, słowem ciemno i zimno. Specyfika tej pory roku jest taka, że należy o siebie po prostu podwójnie zadbać. Dodam również, że my, kobiety ze względu na miesiączkę, ciąże i porody powinnyśmy przyłożyć do tego jeszcze większą wagę. Sory chłopaki, jeśli czytacie, to statystyki pokazują, że większość gości tutaj to są jednak babki 😉

Poniżej przekazuję 7 złotych zasad dbania o siebie zimą. Jak utrzymać dobrą formę podczas zimy? Jak zadbać o siebie? Jak chronić się przed infekcjami i co więcej mieć jeszcze energię na ruch i aktywność? Wszystko, co robimy ma służyć naszemu zdrowiu i dobremu samopoczuciu, dlatego, jeśli zimą non stop chorujesz i nie masz na nic siły to jest to wpis dla Ciebie.

    1. Rozgrzewaj sie od środka

Wyobraź sobie, że z rana w zimie potrzebujesz się rozgrzać, wchodzisz pod prysznic, a woda, która zaczyna na Ciebie skapywać jest…zimna! Tak właśnie się dzieje z Twoim żołądkiem, kiedy z rana dostarczasz mu cokolwiek z lodówki, kanapki lub zielone soki. Niezbyt przyjemne prawda? Główną zasadą tutaj jest jedzenie 3 ciepłych posiłków w ciagu dnia i nie, nie chodzi o to, aby na śniadanie wypić kubek ciepłej czarnej kawy. Umówmy się, że kawa nie jest posiłkiem. Istnieje naprawdę wiele smacznych i odżywczych alternatyw. Obiad oczywiście również ciepły, odzywczy i rozgrzewający. Zupa to absolutna podstawa i jest również świetną propozycją na…kolację 🙂

      2. Ruszaj się

Bardzo nam sie nie chce, jesteśmy zmęczeni i ociężali i abolutnie nie chodzi mi teraz o to abyś robiła coś bardzo wymagającego, ale ruch pobudza krążenie zarówno krwii jak i energii. Pisząc ruszaj się nie mam na myśli, abyś chwytała teraz za sztangę (jeśli masz jednak na to ochotę to oczywiście zrób to) ale raczej to, abyś postarała się każdego dnia zrobić coś  małego dla siebie pomimo zimna i zmęczenia. Może to byś spacer, może to być 15-20 minut jakiegokolwiek ruchu, delikatny trening. Cokolwiek, co sprawi, że Twoja krew zacznie szybciej krążyć. Nieskromnie powiem, że idealnym rozwiązaniem dla zabieganych jest moje wirtualne studio.

     3. Oddychaj

Oddech jest pierwszym i ostatnim aktem naszej obecności tutaj. Jest bardzo istotny dla naszego funkcjonowania w zdrowiu, zarówno fizycznym i psychicznym. Daj sobie czas na odżywczy, świadomy oddech. Nie musisz być wcale joginem ani mistrzem meytacji, aby poświęcić kilka chwil na oddech, a naprawdę może to zmienić jakość Twojego życia na lepsze. Odżywczy oddech jest równie ważny jak dobre jedzenie i sen, dodaje energii i sprawi, że będzie Ci łatwiej przetrwać te ciemne, zimne dni.

    4. Wysypiaj się

Podczas snu regenerują się wszystkie nasze organy, jednak wiele z nas wybiera siedzenie do późna przy telefonie bądź też komputerze zamiast po prostu położenie się do łóżka. Rozrywkowe to, to nie jest ale nie dziw się, że nastepnego dnia jesteś bez energii i najchętniej cały dzień przeleżałabyś w łóżku. To naprawdę nie jest wina zimy, tylko być może Twoje długotrwałe późne kładzenie się spać? Warto zastanowić się, o której kładziesz sięna nocny odpoczynek.

    5. Jedz to, co lokalne i sezonowe

Nie bez przyczyny natura sprawiła, że w naszej szerokości geograficznej rosną lub są dostępne w danej porze roku takie, a nie inne produkty spożywcze. Mają one określone właściwości, które nam służą i wspomagają nasz organizm. Obecnie mamy dostęp praktycznie do każdego produktu, z całego świata, czego dusza zapragnie znajdziesz to na pewno w odpowiednim sklepie. Należy sobie zadać jednak pytanie czy rzeczywiście nam to służy i sprawia, że jesteśmy zdrowi i przygotowani na zimowe warunki?

Podpowiem Ci, że najbardziej naturalne dla nas do jedznia w zimie są: marchewki, ziemniaki, buraki, seler, pietruszka, por, cebula, kapustne, brukselka, jarmuż, rzepy, dynie, jabłka oraz gruszki. Ze zbóż oczywiście wszelkie kasze. Nie brzmią sexy, ale to wszystko jest kwestia tego, jak je przyrządzisz 😉

   6. Nie żyj w niedoczasie

Mam tu na myśli stres i to ciągłe gonienie za czymś, podejmowanie się miliona spraw, szczególnie w grudniu i zapominanie o sobie i swoich potrzebach. Zastanów się realnie na co masz czas i co możesz zrealizować tak, abyś mogła się wyspać, ugotować i poćwiczyć. Ja wiem, że to może brzmieć dośc abstrakcyjnie, jeśli masz dzieci, pracę zawodową i organizujesz święta, ale to naprawde baaaardzo ważne dla Twojego dobrego zdrowia i samopoczucia. Takie podejmowanie się wszystkiego zwiększa poziom adrenaliny i kortyzolu, które na dłuższą metę osłabiają naszą odporność i mogą przyczyniać się do częstych infekcji właśnie teraz, kiedy mamy zimę. Za niewybieranie siebie płaci się cenę i to całkiem sporą, bo płaci się swoim zdrowiem.

   7. Słuchaj siebie

Wszystko to, co napisałam nie jest odkrywcze. Są to prawdy znane każdemu z nas. Dlaczego jednak tak wiele osób skarży się obecnie na słabe zdrowie i twerdzi, że to taki okres? Niektórz wręcz przechorowują całą zimę. Teraz przejdź przez każdy punkt i zastanów się jak rzeczywiscie wygląda Twoje życie w tym obszarze i co mogłabyś zmienić. Nie od czasu do czasu, ale codziennie. Wprowadzaj stopniowo małe zmiany i po każdej takiej zmianie postaraj się zaobserwować jak się czujesz, czy to Ci służy? Bo chodzi o to, aby nasze działania nas wspomagały i nam służyły.

Daj mi znać w komentarzu jak jest u Ciebie i czy ten wpis jest dla Ciebie przydatny. Powodzenia,

Nadgarstki

Nadgarstki

Na prośbę czytelniczek przygotowałam krótki trening poświęcony nadgarstkom, z którymi wiele osób ma problemy. Często używamy ich w bardzo ograniczony sposób stąd są one mało mobilne i po prostu…słabe. Jeśli zaliczasz się do osób, które z nadgarstkami mają problemy to myślę, że warto się temu tematowi troszkę bliżej przyjrzeć.

Ten trening nie wymaga żadnego dodatkowego sprzętu, tylko chwili Twojego czasu.

Jeśli znasz kogoś, komu mógłby się on przydać koniecznie podaj dalej. Zostaw mi również komenatrz pod spodem z wiadomością czy ten trening był dla Ciebie pomocny.

Do dzieła!

 

 

Motywacja jest przereklamowana, czyli dlaczego nie udaje mi się wprowadzić zmian na lepsze

Motywacja jest przereklamowana, czyli dlaczego nie udaje mi się wprowadzić zmian na lepsze

Motywacja jest ostatnio taaaaaaka modna. Wszędzie slogany motywacyjne, zdjęcia idealnych sylwetek, ludzi odnoszących sukcesy i jakoś tylko Tobie nie udaje się jej znaleźć tyle, aby rzeczywiście wprowadzić zmiany na lepsze. Brzmi znajomo? Witaj w klubie. Kilka lat temu zastanawiałam się poważnie co jest ze mną ‘nie tak’, że nie potrafię odnaleźć wystarczającej ilości motywacji do działania. Bo przecież to jest takie proste – znajdź w sobie motywację, zacznij działać a efekty same się pojawią. Na mnie to totalnie nie zadziałało, powiem więcej zaczęłam alergicznie reagować na roznegliżowane zdjęcia w internecie mające MNIE zmotywowć do działania. Oczywiście wspaniale, że inni osiagają swoje osobiste cele, jednak należy pamiętać, że ich cele i ich sytuacja życiowa jest inna od mojej czy Twojej. Zanim to odkryłam straciłam sporo czasu na jałowe działania nieprowadzące do nikąd. Rachunek stał się prosty im więcej golizny, tym mniej…konkretów i rzeczywistej motywacji 😉 Przeczytaj dlaczego często nasze działania dotyczące zmian w obszarze zdrowego stylu życia nie przynoszą rezultatów.

 

Zbyt duża ilość informacji

Czy wiesz, że obecnie w ciągu kilku minut po przebudzeniu przetwarzamy więcej informacji niż nasi dziadkowie przez cały dzień? Biorąc z samego rana telefon do ręki Twój mózg musi wykonać gigantyczną pracę i wspaniale, że mamy w głowie niesamowity komputer o wielkiej mocy obliczeniowej, ale ten w przeciwieństwo do maszyn jest w pewien sposób ograniczony i po prostu się…męczy. Na nic mu motywacja do dalszego działania, zalewanie kawą i zasypywanie cukrem. Prawda jest taka, że jesteśmy w stanie dokonywać określonej liczby właściwych decyzji, a już w samych kwestiach żywieniowych podejmujemy ich dziennie ponad 200!* Dlatego właśnie najlepiej stworzyć sobie utarte schematy działania, czyli zdrowe nawyki. To nie oznacza, że utarte w pewien sposób ścieżki muszą być nudne. Wręcz przeciwnie, wszystko zależy od Ciebie. Pozwoli Ci to na uniknięcie błędów żywieniowych, Twój mózg odetchnie z ulgą, a Ty będziesz mieć więcej czasu.

Przytłoczenie ilością rzeczy, jakie pozornie muszimy zmienić

Kiedy chcemy wprowadzić zmiany w swoim życiu czesto myślimy, że wszystko, ale to absolutnie wszystko powinno zadziać się równocześnie. Szczególnie w obszarze zdrowego stylu życia, bo przecież nie wprowadzając wszystkich tych zmian niweczymy swoje szanse na powodzenie. Jest to nieprawda. Wprowadzając kilka zmian w tym samym czasie mamy tak naprawdę mniejsze szanse na powodzenie, jest to dla nas przytłaczające i w efekcie długofalowym często żadna ze zmian nie zostaje z nami na dłużej. Efektywniejszą metodą jest wybranie sobie jednej rzeczy, którą chcemy zmienić, a kiedy ona na dobre wpisze się w naszą codzienność bierzemy się za kolejną i kolejną. Proste!

Brak czasu

Prawda jest taka, że wszyscy mamy go tyle samo. Nie mniej, nie więcej. Tyle samo dla każdego. To nie brak czasu a ustawienie priorytetów i sytuacja życiowa, w której się znajdujemynie nie pozwala nam często na wprowadzenie zdrowych zmian. Nie powiem Ci, co jest w Twojej sytuacji najlepsze ale warto zastanowić się co jest dla Ciebie ważne i dlaczego. Jeżeli zechcesz zobaczyć perspektywę dłgofalową, w której zadbana Ty, będzie lepszą mamą, partnerką i właścicielką biznesu to hej! Oczywiście, że znajdziesz czas. Nie musisz go wcale przeznaczać na trening bardzo dużo, dużo ważniejsza za to jest regularność. Nie ważne ile, ważne, żeby było do przodu.

Nie starcza nam motywacji

Motywacja jest bardzo ściśle powiązana z efektami, jeśli nie będzie żadnych efektów, motywacja będzie gasnąć bardzo szybko. Dlatego właśnie zewnetrzna motywacja w postaci pięknych sylwetek nie do końca na nas działa, ponieważ to, że oglądamy zdjęcia nie zmienia naszej realnej sytuacji. Tym efektem może być cokolwiek – lepsze samopoczucie, więcej energii, lżejsza głowa, ale coś musi sie tutaj pojawic jako atraktor, aby utrzymać dany nawyk, ponieważ jeśli tak się nie stanie to po co cokolwiek zmieniać?

Zbyt ambitne cele, w krótkim horyzoncie czasowym

Kto nie chciałby wstać z rana następnego dnia po treningu i mieć to wszystko z głowy? Pewnie, że każdy, bo po co się męczyć? Z tym, że tutaj takiej opcji nie ma i aby osiagnąć swoje cele potrzebujemy rzeczywiście czasu i pracy (wow zaczyna brzmieć jak fizyka!) Dlatego warto to wszystko sobie zaplanować i rozłożyć w czasie. Na ten temat pisałam również trochę o tutaj.

Podsumowanie

Podsumowując motywacja płynąca z grafik nie jest efektywna. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że oglądając takie treści w Twoim życiu nie zmieni się nic. Jest to motywacja zewnętrzna, niezwiązana z Tobą, a więc bardzo…ulotna. To Ty jesteś najważniejsza w tym procesie i chodzi o Ciebie. Mam nadzieję, że na podstawie przedstawionych powyżej punktów łatwiej będzie Ci określić kolejne kroki lub zidentyfikować błędne działania – może wymagasz od siebie zbyt wiele na raz? Może na ten moment warto się skupić na jednym aspekcie, może warto zredefiniować swoje cele?

Daj znać, czy ten tekst był dla Ciebie przydatny, a może masz inne zdanie na ten temat? Jeśli tak, te chętnie sie dowiem 🙂

* Nie wymyśliłam tego, informację znalazłam w książce Noreeny Hertz “Oczy szeroko otwarte”

 

21 dni na macie – Co mi to dało? Co Wam to dało?

21 dni na macie – Co mi to dało? Co Wam to dało?

Wrzesień był wymagający, oj był. Przyniósł jednocześnie wiele satysfakcji zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym, ale o tym, co w prywacie może innym razem 😉 We wrześniu najwięcej pracy, energii i zaangażowania kosztowało mnie zdecydowanie 21 dni na macie. Zanim jednak cała akcja się zaczęła tj. 4.09 działałyśmy z Kasią jak mrówki praktycznie cały sierpień planując, nagrywając i spinjąc całą machinę do kupy, bo był to projekt duży. Chociaż projekt zakończył się ogromnym sukcesem i masą zadowolonych uczestników, to nie obyło się to bez wątpliwości i potknięć.

Początki

W ubiegłym roku organizowałam Miesiąc treningów na bosaka. Pierwsze wyzwanie tego typu, kaliber dużo mniejszy, bo zapisało się bodajże 600 osób, co dla osoby dopiero wchodzącej w internety było i tak sporą liczbą. Postanowiłam więc, że i w tym roku zrobię coś podobnego. Na miesiąc przed rozpoczęciem działań, czyli w lipcu, miałam jednak mnóstwo wątpliwości, ponieważ wiedziałam z czym to się będzie wiązać. Minimum 1,5 miesiąca ostrej pracy (wstawanie o 5 rano i kończenie zadań do ok. 23) w międzyczasie dom, treningi, no proza życia, co tu dużo gadać. Dodatkowo spora zagwozdka zawodowa, w którą stronę iść? Czy bardziej w lekcje indywidualne czy właśnie w działania internetowe. Pod koniec lipca nadal stałam na rozstaju i musiałam podjąć jakąś decyzję i tak w zasadzie nie wiem co mnie do tego pchnęło, ale stweirdziłam, że zrobię 21 dni na macie i to będzie taka akcja, najwyższej jakości! No tip top po prostu! Napisałam do Kasi, ustaliłyśmy terminy nagrywania i…poszło!

Codziennie wchodziłam na matę! To pierwszy raz, kiedy regularnie ćwiczyłam i wytrwałam do końca sportowego wyzwania!

Uczestniczka akcji 21 dni n macie

Jak to się odbywa?

To, co widzisz, to fasada, za nią jest mnóstwo planowania, ponieważ w wakacje mój synek nie chodził jeszcze do przedszkola. Kombinowałam więc na wszystkie możliwe sposoby, aby wygospodarować czas na realizację projektu. W każdej wolnej chwili projektowałam trenigi i ćwiczenia, które znajdą się w poszczególnych filmikach, a każdy miał nieco inną tematykę. Jak wiesz w te wakacje pogoda nie rozpieszczała, a więc kilkakrotnie zdarzyło się, że nie mogłyśmy z Kasią nagrywać, bo..deszcz, bo…zimno i wiele innych. Zapisy rozpoczęły się już w sierpniu, moim marzeniem było, aby chociaż 1000 osób zapisało się na akcję. W rezultacie na akcję zapisało się 3500 osób! Dziewczyny codziennie otrzymywały maila z instrukcjami, notką ode mnie oraz linkiem do treningu. Akcja toczyła się nie tylko przez 10 minut dziennie. Codziennie pracowałyśmy nad jakims aspektem, przeniesieniem tego, co robimy również poza matę. Za kulisami oznaczało to dla mnie spore wyzwanie…pisarskie i techniczne, bo nie wiem czy wiesz, ale nie ma tutaj żadnego pana technicznego, który wspiera mnie swoja mądrością 😉

Czuję zmiany w swojej postawie, jestem bardziej świadoma swojego ciała i tego, jakie formy przybiera 😉 rzadziej boli mnie kręgosłup i biodra. Widząc pozytywne zmiany w fizycznym i psychicznym samopoczuciu mam ochotę kontynuować taką formę ćwiczeń 🙂

Uczestniczka akcji 21 dni na macie

Idea

Idea akcji jest taka, że przez 21 dni kształtujesz nowy nawyk. Specjalnie poprzez krótkie treningi. Dłuższe to zbyt duża bariera wejścia, w szczególności dla mam, które mają mnóstwo zadań do wykonania wciągu dnia i komuś, kto nie doświadczył tego stanu rzeczy, raczej trudno to będzie sobie wyobrazić. Mając doświadczenie jako mama, dobrze widziałam jaka ilość czasu jest realna, a moją prywatna misją było zaszczepienie chęci codziennego ćwiczenia również u  tych z Was, które nieszczególnie lubią to na codzień. Poza tym nie jest sztuką robić coś przez tydzień, dwa czy miesiąc. Sztuką jest sprawienie, aby ta codzienna aktywność weszła nam w krew i aby dbanie o siebie nie kojarzyło nam się z czymś karkołomnym i nieprzyjemnym, bo wcześniej czy później z tego zrezygnujemy.

Zobaczyłam, że robiąc mało można zrobić dla siebie dużo. Ze codziennie można osobie zadbać… To, co poczułam, to sprężystość ciała po Twoich ćwiczeniach. A że cwiczylam przewaznie rano, to miałam energię i dobry humor na cały dzień! I lepiej się czułam w swoim ciele. Bo treningi w klubie dają zupełnie inny efekt niż Twoje:)

Uczestniczka 21 dni na macie

Rezultaty

Wspaniale było czytać i oglądac jak dziewczyny się angażują w codzinne działania i małymi krokami realizują często coś, co wcześniej wydawało im się niemożliwe. Jak odkrywają siebie, swoje ciało i jego możliwości. Uświadamiaja sobie przeróżne rzeczy. Duża część uczestniczek skończyła akcję z powodzeniem. Całość została oceniona przez uczestniczki na 9,82 (oczywiście, że badam satysfakcję i to, czego potrzebujecie), 100% uczestniczek poleciłoby tą akcję swoim bliskim.

Ćwiczę wreszcie z przyjemnością i regularnie! A do tego przy regularnych ćwiczeniach zaczęłam wprowadzać inne nawyki. I jestem bardziej świadoma swojego ciała.

Uczestniczka 21 dni na macie

Co to oznacza dla mnie?

Pomimo początkowych wątpliwości znalazłam swój kierunek. 21 dni na macie było potwierdzeniem tego, że kobiety chcą zadbać o siebie, swoje samopoczucie i poznać lepiej swoje ciało. Niekoniecznie jest to również tożsame z wykonaniem miliona brzuszków, ponieważ te nasze cielesne porzeby są bardzo różne. Ja mam możliwości i narzędzia, aby ten proces ułatwić. Utwierdziłam się w tym, że internet jest najlepszym dla mnie polem działania, które lubię i które pozwala mi robić rzeczy tak, jak ja je widzę, na podstawie informacji, które od Was dostaję. Po akcji odbyły się zapisy do wirtualnego studia Na bosaka, w ramach, którego dziewczyny kontynuują swoją przygodę na macie i poza nią. Szykuję równiez powolutku nowe materiały, które mam nadzieję spotkają się z tak samo pozytywnym odbiorem.

Daj znac co o tym sądzisz?

Ściskam jesiennie i lecę czytać książkę do parku,

Jeśli pierwszy raz słyszysz o 21 dniach na macie to możesz dołączyć TUTAJ

 

 

 

 

Musisz, po prostu MUSISZ poznać tą historię!

Musisz, po prostu MUSISZ poznać tą historię!

No dobra, prawda jest taka, że nie lubię słowa musisz, ale w tym przypadku wydaje się mi ono nader adekwatne. Dlatego, że odnosi się do czegoś bardzo ważnego. Również dla Ciebie, bo jak sądzę jesteś tutaj, ponieważ chcesz zadbać o siebie, ale bez poczucia winy i właśnie tego wyzierającego zewsząd MUSISZ!

Do rzeczy! Oto opinia na temat mojej pracy, którą dostałam wczoraj. Płakałam jak bóbr, musiałam zatrzymać samochód, bo nic nie widziałam. Dla mnie każda osoba, której pomogę w jakimś stopniu osiągnąć jej osobiste cele i poprawić jakość jej życia to najwięsza nagroda na świecie. Naprawdę. Bez jaj. Czytajcie i zobaczcie, czego dokonała Agata, a jak tego dokonała dowiecie się w niedzielę, kiedy odkryję, co przygotowałam dla tych z Was, które chcą kontynuowac swoją przygodę na macie.

Z długą historią nadwagi, epizodami otyłości i wieloma nieudanym próbami podjęcia aktywności fizycznej, byłam trochę sceptyczna co do tych treningów. Bałam się kolejnej porażki, ale spokój ducha Kasi i to, z jaką łagodnością prowadzi treningi, sprawił, że zasubskrybowałam Trening na bosaka. I to była najlepsza decyzja! Zaczęłam 7 miesięcy temu. Na początku nie byłam w stanie zrobić większości podstawowych pozycji, i to nie dlatego, że były trudne – bo nie były – to moje ciało było tak zaniedbane. Ćwiczenia były dużym wyzwaniem fizycznym i organizacyjnym, szczególnie, że zaczynałam, opiekując się sześciomiesięczną córką. Jednak zdroworozsądkowe podejście Kasi do ćwiczeń, koncentracja na każdym ruchu i oddechu i pozytywne nastawienie sprawiły, że naprawdę chciałam ćwiczyć i było to dla mnie coraz bardziej przyjemne. Zaczynałam od kilku treningów w tygodniu, czasem jednego. Aktualnie, już od chyba trzech miesięcy, ćwiczę sześć razy w tygodniu i nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Wstaję rano i ciągle nie mogę w to uwierzyć, że nie mogę doczekać się treningu! Odkąd pamiętam, marzyłam, żeby być w tym miejscu, w którym jestem teraz – ćwiczyć z przyjemnością, mieć tyle energii i tak sprawne ciało, które nie jest już balastem ani wrogiem. Zawdzięczam Kasi bardzo wiele. Dzięki jej radom o posiłkach i misjom na każdy miesiąc, zmieniłam też nawyki żywieniowe. Przez te 6 miesięcy schudłam 23 kg i choć praca nad dietą była też istotna, wiem na pewno, że bez treningów od Kasi to by się nigdy nie udało. Zresztą waga nie jest w tym najważniejsza. Moje ciało wysmukliło się, wzmocniło, nie boli mnie kręgosłup. Czuję się tak dobrze, jak nigdy i zachwycam się tym każdego dnia. Polecam treningi z Kasią dosłownie komu się da. A zdarza się, że nawet mój mąż ćwiczy ze mną!

Agata Golecka, 
Mama, Tłumaczka 
Kobieta, która osiągnęła swoje cele 

Gdybym czytała to na czyimś profilu czy blogu pomyślałabym, że to fejk. Dajcie spokój, totalne bzdury. Ale dzielę się z tym tutaj, bo to jest historia prawdziwej osoby, którą znam, którą widziałam jak krok po kroku zmieniała swoje nastawienie, swoje nawyki i dzięki temu doszła do tego miejsca, w którym teraz jest.

Nie mam zdjęć ‘metamorfozy’ Agaty, może zdecyduje się nimi z Wami podzielić. Jeśli interesują Cię tego typu historie, to możesz również przeczytac historię Marty oraz moją własną osobistą. Już w niedzielę 24.09 otworzę zapisy do mojego programu subskrypcyjnego, a robię to TYLKO dwa razy do roku, dlatego wyglądaj informacji na ten temat, jeśli chcesz kontynuować swoją przygodę na macie.

Ściskam,

Karykatura zdrowego stylu życia, czyli fit lajfstajl

Karykatura zdrowego stylu życia, czyli fit lajfstajl

Ten tekst powstał spontanicznie, po rozmowie z jedną z klientek dzisiaj rano. Tak w zasadzie to temat ‘zdrowego’ stylu życia przewija się w mojej pracy dość często, czy to z klientami czy z osobami z branży czy na imprezach okolicznościowych. Jednak ta dzisiejsza, poranna rozmowa sprawiła, że wprost nie mogłam doczekać się aż usiąde do klawiatury i przeleję troche myśli tutaj, na bloga. Ze zniecierpliwieniem dojechałam do bankowego i dalej na praską stronę Wisły, gdzie mieszkam. Po dordze jeszcze zakupy więc wyobraźcie sobie (przynajmniej te osoby, które coś piszą) jak bardzo mnie roznosiło, chciałam opowiadać Pani kasjerce o tym wszytskim, co kłębi sie w mojej głowie.

Zdrowy styl życia czy targowisko próżności?

Moja obserwacja jest taka, że nie poszło to ani trochę w stronę zdrowego stylu życiu, a stało się raczej jego karykaturą z przerośnięta mięśniówką i poglądami na zdrowie tak jednopłaszczyznowymi jak bicep curl*. Brakuje tutaj rotacji i odniesienia do innych aspektów życia. Fit lajfstajl stał się maszynką do sprzedawnia coraz to nowych produktów i systemów treningowych, których rzekomo potrzebujemy, aby zdrowo żyć. Ja nazwałabym to zjawisko raczej ‘konsumpcjonizmem wyglądu’. To, co często możemy oglądać w social mediach to nieustanne reklamy produktów własnych czy też produktów marek związanych ze ‘zdrowiem’, prezentowanych przez influencerów segemntu fit. Ciągła sprzedaż i karmienie własnego ego owych osób. Nie mówię, że pokazywnie siebie czy też wartościowych treści jest złe, w takich czasach żyjemy. Ja mam wrażenie, że to z czym mamy do czynienia to bardzo agresywne wchodzenie w nasze życie z nieprawdziwym obrazem tego czym jest zdrowie i szczęście, bo o to przecież tutaj chodzi. Zdrowie i szczęście to najwyższe priorytety w życiu każdego człowieka, łatwo jest więc tutaj bazować na emocjach, z czego producenci często korzystają. Rynek w Polsce jest spory, ale wciąż w niewielkim procencie zagospodarowany, tak więc jest o co toczyć bój!

Z kaloryferem czy bez?

Wiecie jak jest dziewczyny, utarło się, że jak się ma pare centymetrów ‘za dużo’ tu czy tam to jest się od razu towarem no…z niższej półki, coś jest z nami nie tak i trzeba ciężko pracować, aby być ‘lepszą wersją siebie’. Trzeba mieć kaloryfer, pośladki jak arbuzy – no wtedy to sie jest okazem zdrowia. To nieprawda, dlatego, że aspektów zdrowia jest bardzo wiele, a kładzenie tak dużej presji na aspekt fizyczności jest sporym nieporozumieniem. Nie potrzebujesz wcale gigantycznej muskulatury, aby być zdrowym i szczęśliwym człowiekiem. Zwróć uwagę na zwierzęta, one nie potrzebują przerzucania ciężarów i dużej mięśniówki, aby być zdrowymi i dobrze funkcjonować. Ich naturalne otoczenie i życie w ciągłym ruchu sprawia, że są sprawne i zdrowe. Oczywiście, że warto o siebie dbać, nie chcę tutaj powiedzieć, że jest inaczej, jednak nasze ‘trenowanie’ zostało powiązane z aspektem wizualnym, a nie sprawnościowym. Nie wiem czy wiesz, ale mięsień prosty brzucha wcale nie jest najważniejszym mięśniem naszego ciała 😉 Ciało nie funkcjonuje w kontekście jednego mięśnia ale ruchu, dlatego dużo ważniejsze i bardziej wartościowe jest myślenie w kategoriach sprawności a nie tylko estetyki.

Dla przyjemności się nie liczy

Ruch jest dla nas naturalny jednak w obecnych realiach urósł do czegoś wręcz niezwykłego i znowu to powtórzę…karykaturalnego. Przebiegnięcie paru kilometrów należy zarejestrować poprzez aplikację, będą na siłowni trzeba koniecznie sie otagować i zrobić zdjęcie przed lustrem w szatni, wycieczka rowerowa z dzieckiem do albumu fit bezwględnie! Ostatnio byliśmy na Moczydle (zespół otwartych basenów) i widzę taki oto obrazek: na jednym boisku chłopaki graja w piłeczkę, czysta radocha i luz – to jest zdrowy styl życia jak najbardziej, nie sądzę, żeby później robiona była seria fotek, na boisku obok młode dziewczyny cykają zdjęcia w fit pozach – czy to jest zdrowe? Odpowiedź pozostawiam Tobie 😉 Kto jest bardziej zdrowy?

No to można to zjeść czy nie?

Jedzenie to temat, który również wzbudza ogromne zainteresowanie, no bo przecież jeść musimy jeszcze bardziej niż ćwiczyć! A skoro musimy no to przecież trzeba wiedzieć co, żeby było fit czyli zdrowe. Nie chcę zagłębiac się tak bardzo w ten aspekt, ponieważ nie jestem dietetykiem jednak moja obserwacja dotycząca zdrowego jedzenia jest taka, że tak jak w przypadku treningu cała otoczka sprawia, że sam temat jedzenia staje się…niezdrowy 😉 Zdrowe jedzenie jest proste – pochodzi z natury, nie z folii, nawet tej z napisem bio, jest przygotowywane ze świeżych, sezonowych produktów w domowych warunkach. Zdrowe jedzenie to nie nowomodne akurat produkty w wysokiej cenie, czasami to najprostsze składniki z warzywniaka pod domem.

Musisz, po prostu MUISZ dzisiaj poćwiczyć!

Kolejna bzdura, dzień bez treningu jest dniem straconym jak wmawiają nam celebryci i boginie instagrama. No cóż przyznam Ci sie do czegoś… otóż od dobrych kilku/kilkunastu dni nie wyciagnęłam swojej maty i nie ćwiczyłam i nie czuję ani trochę, że przegrałam życie. Cieszyłam się po prostu byciem, byciem z rodziną i ze znajomymi i  w naturalny sposób po prostu się poruszłam. Jeździłam na rowerze, pielęgnowałam działkę, robiłam to, co lubię. Trochę po tej działce się porozciągałam, ale to wszystko. Nic więcej. Pełen luz w głowie, bez żadnego muszenia, bez ciągłego gonienia za jakimiś efektami. Zawsze znajdzie się kolejny stopień, na który należy wskoczyć, zawsze kolejny punkt do odchaczenia, ta ciągła pogoń to znamię naszych czasów, nie można po prostu być. Trzeba wciąż za czymś gonić, ja jednak mam na ten temat nieco inne zdanie i wolę raczej być niż nieustannie za czymś gonić. Obecność i uważność to chyba najbardziej zaniedbane obecnie komponenty naszego zdrowia, ponieważ wciąż żyjemy albo tym co było albo w strefie planów.

Łączność ze sobą, z naturą i sztuka odpoczywania

Zdrowie to nie tylko trening i dobre jedzenie. To, czego mi osobiście najbardziej brakuje, a co pojawia się cząstkowo to aspekt odpoczynku i łączności z naturą. Żyjemy w kulcie ciągłej zajętości, brak nam czasu na dolce far niente, czyli słodkie nieróbstwo czy okresy przejściowe, takie jak połóg. Ktoś powie szkoda czasu! A jednak odpoczynek jest bardzo ważny, bez regeneracji nie ma mocy napędowej do wykonywania zadań kolejnego dnia,a skutkiem braku regeneracji jest wypalenie zarówno psychiczne jak i fizyczne. Słyszałaś kiedyś o zespole chronicznego zmęczenia? Jest to furtka do innych, poważniejszych chorób ogólnoustrojowych. Jest sygnałem, że coś zaczyna się dziać. Stres i pobudzenie to mechanizm, który ma nas chronić przed niebezpieczeństwem, jednak ciagły stres jest bardzo destrukcyjny, ponieważ został zaprojektowany na krótki odcinek czasowy, a nie jako stan,w którym nasz organizm ma ciagle funkcjonować. Utrzymująca się dłużej sytuacja tego typu zaczyna wywierać negatywny wpływ na układ współczulny, który jest odpowiedzialny za homeostazę organizmu. Dlatego tak ważne jest odpoczywanie, odłączenie się od elektroniki, przebywanie w naturze oraz dobre kontaty międzyludzkie. To coś, czego nie wypracujesz na treningu, a co może mieć niebagatelne i jak sądzę coraz większe znaczenie dla naszego zdrowia i życia.

No! To się rozpisałam dzisiaj. Daj mi znać co sądzisz w komentarzu. Jakie są Twoje obserwacje i opinia na ten temat? Jeśli chcesz w zrównoważony sposób przejść przez wrzesień zapisz się na 21DNI NA MACIE.

Ściskam,

PS. Jeśli uznasz ten wpis za wartościowy to.. podziel się nim na mediach społecznościowych. Może ktoś czuje się zagubiony i potrzebuje właśnie taki tekst przeczytać?

*ćwiczenie na biceps