Jak o siebie dbać i pozostać w zgodzie ze sobą?

Jak o siebie dbać i pozostać w zgodzie ze sobą?

Dzisiaj mam dla Ciebie odpowiedź na kolejne pytanie, które otrzymałam od Was: jak dbać o siebie i pozostać w zgodzie ze sobą? Uznałam, że jest ono bardzo interesujące, ze względu na to, że często w życiu robimy coś, czego tak naprawde nie chcemy. A ja jestem zwolenniczką robienia w życiu tego, co się chce, jakkolwiek to zabrzmi. Uważam i głęboko wierzę, że każdy z nas po to ma wolna wolę, aby dokonywac świadomych wyborów, nie tylko na gruncie osobistym czy zawodowym, ale także na gruncie aktywności. Nie oznacza to, że zgodze się z Tobą, jeśli powiesz, że nie chce Ci się ze soba pracować i o siebie dbać. To, co chce powiedzieć to, to, że również w treningu powinniśmy szanować swoje uwarunkowania i predyspozycje zarówno psychiczne jak i fizyczne. Każdy z nas jest inny, unikalny, stworzony do czegos innego, ale jednak wszyscy bezwględnie jesteśmy stworzeni do ruchu. Bez względu na to, czy jesteś instruktorką gry na pianinie czy managerką Twoje ciało tak samo jak moje jest stworzone do ruchu.

Skąd taki mój pogląd?

Kiedyś uważałam, że skoro taki jest trend i tak mówią wszyscy do okoła, to powinnam robić to, co wszyscy.  Dobrze sie uczyłam, poszłam na studia, uczyłam się języków i rozpoczęłam karierę w międzynarodowej korporacji. Nie zadawałam sobie po drodze zbyt wielu pytań o to czy rzeczywiście tego od życia chciałam. Zdążyłam tam popracować kilka miesięcy i praktycznie z dnia na dzień odeszłam. Weszłam do gabinetu kadrowej i oznajmiłam, że dłużej nie dam rady i nie będę tutaj więcej pracować. Myślę, że sporo z nas zna podobne historie, ale czy wiesz jak ta historia przekłada się na grunt tego, jak o siebie dbamy i jak ćwiczymy? Często tak, jak w moi przypadku robimy coś, czego wcale nie lubimy, co nie jest z nami zgodne i… co prawdopodobnie nie przyniesie nam dobrych rezultatów, a może przyniesie ale tylko tymczasowe, dopóki będzie nad nami stał trener personalny i prowadził za rękę jak jeść i co zrobić na treningu. A przecież w absolutnie każdej sferze zycia chodzi o naszą niezależność. Dlatego czas spędzony na bieżni z poczuciem tego, że wcale tego nie lubisz albo cokolwiek innego z takim poczuciem nie będzie Ci służyć.

Moja odpowiedź

Moją odpowiedź znajdziesz w filmiku poniżej, zapraszam Cie również do pobrania arkusza z pytaniami, które pomogą Ci ustalić jaka aktywność jest dla Ciebie najlepsza.

 

 

Daj mi znać jak jest u Ciebie? Zgodzisz się ze mną?

 

 

 

Mój sposób na aktywną majówkę

Mój sposób na aktywną majówkę

Jestem z miasta, ale to miasto nie ukrywam bardzo mnie męczy. Zrobiłam już wszystko co mogłam, aby jak najbardziej je wygłuszyć. Mieszkam na przedmieściach, nie dojeżdżam do centrum do pracy w godzinach szczytu, unikam tłumów,  a jednak czuje ciągłą presję miasta, jego oddech na karku, warkot autobusów i szum samochodów za oknem. Ono szepce, że powinnam szybciej i wydajniej. Pójść tu albo tam, zrobić jeszcze to czy tamto. Na szczeście umiem mu już coraz częściej grzeczniej podziękować i powiedzieć, że dziekuję za jego liczne zaproszenia ale ja wolę inaczej. Wolniej. Po swojemu.

Górskie marzenia

Od dawna marzyłam o górach, nie o egzotycznych plażach, drinkach z palemką i innych takich, ale o górach właśnie. O tym, żeby poczuć swoje nogi po całodziennej wędrówce. Zmęczone tak uczciwie, pracą, którą wykonały. Dodatkowo zmęczone tym, że na plecach niosę mojego syna, który pomimo tego, że drobny waży już prawie 13 kg. To podchodzenie pod szczyt to taka uczciwa praca moich mięśni, nie potrzebuję siłowni, żeby się zmęczyć. Chodzeie po górach to prawdziwe wyzwanie, w dodatku połączone z resetem głowy. Gdzieś tam zamiast autobusu słyszę szum górskiego strumienia, gdzieś tam wiatr świszcze pomiędzy gałęziami a gdzie indziej słychać szelest leśnego zwierzęcia spłoszonego przez turystów. Zmysły sie wyostrzają. Czuje jak zupełnie inaczej niż w mieście zaczyna funkcjonować moja głowa a za nią podąża reszta, całe ciało.

Nie potrzebuję nic więcej

Z rana zaparzam kawę i słucham ptaków. Chodzenie samo w sobie jest wyzwaniem. Wieczorem ciało samo podpowiada czego potrzebuje, czyli ciepłego prysznica i delikatnego stretchu. Niczego więcej. Przygotowałam je już wcześniej do działania, teraz nie muszę stosować żadnych dodatkowych zabiegów, a jedynie wsłuchać się w jego mądrość. Prosi rozmasuj mnie tu i rozciągnij delikatnie pośladek poddany dodatkowemu obciążeniu. Zrób kilka rotacji, a kręgosłup Ci podziękuje.

 

Jak okiem sięgnąć las

Dlaczego tak ważne jest przebywanie w naturze? Ponieważ właśnie do tego zostaliśmy stworzeni i nadal nie zaadaptowaliśmy się do życia w miastach, przy biurkach i z telefonem w dłoni. Przebywanie w naturze wpływa niezwykle relaksacyjnie na nasz układ nerwowy i całe ciało. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że to najważniejsza składowa całej tej układanki. Jeśli nie będziemy od czasu do czasu się resetować i zwalniać to poddajemy swój organizm gigantycznemu stresowi. Kiedy ciągle gonią nas terminy, wytyczne, tramwaje i nowe filmy w kinie wtedy zaczynaja się schody. Nasz układ nerwowy nie wie, że to tylko “coś nowego do ogarnięcia”. On myśli, że stoisz przed niedźwiedziem i musisz sobie jakoś z tym poradzić, adaptuje się, a Ty wytwarzasz wzorzec adaptacji do tego, że mieszkasz w jaskini z niedźwiedziem. Ostatnio widziałam gdzieś, że 90% interwencji lekarskich w krajach wysokorozwiniętych może być łączona ze stresem (nie pytaj gdzie to widziałam, mignęło mi w internecie). A chyba łatwiej na chwile wyzluzować i pójść do lasu prawda?

Zmykam i ściskam,

Podziel się ze mną jak Ty spędzasz majówkę. Jestem ciekawa. Czy też preferujesz spędzać ją blisko natury czy może jesteś fanką city-break’ów?

Jak się zmotywować?

Jak się zmotywować?

Wracam po małej przerwie, która była po części wywołana wyzwaniem mailowym, które prowadziłam dla subskrybentów bloga, a po części Wialkanocą i tak jakoś wyszło, że tej przerwy zrobiło się… aż 3 tygodnie! Jak widzisz sama nie jestem idealna i nikt nie jest. Taka jest prawda, nieważne co pokazują media w tym temacie. Dzisiaj staram się udzielić odpowiedzi na pytanie o to jak się zmotywować.

Jak odnajduję motywację?

Pytanie o motywację przewija się wszędzie, bo prawda jest taka, że każdy ma z nią problem. Z natury jesteśmy raczej leniwi i ciężko nam się zmobilizować w sytuacji, która w realny sposób nas nie zmusza do akcji. Dlatego latami potrafimy odwlekać dbanie o siebie i swoje zdrowie. Nawet, gdy rejestrujemy jakieś niepokojące symptomy potrafimy je lekceważyć, aż do momentu gdy sytuacja jest na tyle poważna, że konieczna jest interwencja specjalisty.  Właśnie to jest moją największą motywcją, wcale nie jest nią szczupłe udo (oczywiście super, jeśli pojawi się jako efekt uboczny 😉 ale najbardziej motywujące jest dla mnie to, że chcę być sprawna, chcę czuć się dobrze we własnym ciele, chcę móc samodzielnie zadbać o siebie i swoje zdrowie i nie być skazaną na zabiegi medyczne ze względu na własne zaniedbanie. Dlatego zawsze mam z tyłu głowy to, że w bardzo dużej mierze moje zdrowie i sprawność zależy ode mnie samej. 

Od czego zacząć?

Zacznij od czegokolwiek. Wiem, że każdy chce mieć doskonałe efekty na już. Widzisz jak koleżanka z pracy robi postępy na jodze, a kolega przebiegł maraton. Ty nie lubisz biegać i nie przepadasz za jogą i to jest ok! W ogromnym worku możliwości na pewno jest coś dla Ciebie. Może lubisz Flamenco? Zrób pierwszy krok, nawet jeśli jest mały to zawsze coś jest lepsze niż nic. Pierwszym krokiem może być testowanie różnych rodzajów zajęć, zrobienie przeglądu roweru na wiosnę. Cokolwiek co da impuls do działania.

Znajdź swoją motywację

Zastanów się dlaczego aktywność fizyczna jest dla Ciebie ważna? Może planujesz zajść w ciążę? Może chcesz wykonać jakiś element?  Może masz małe wnuki i to dla nich chcesz utrzymac sprawność? Nie wiem tego, Ty to wiesz i dobrze jest znaleźć swoją motywcję. Motywacja dotycząca wyglądu jest najbardziej nietrwała, nawet u osób profesjonalnie zajmujących się ruchem jest to trudny temat, ponieważ stwarza dużą presję psychiczną, a ta równa się ze stresem. Wiemy, że strets stoi w sprzeczności ze zdrowiem, prawda? Wiele osób rezygnuje, ponieważ niewystarczająco szybko widzi efekty lub też rezygnuje po ich osiągnięciu ze względu na wymagający tryb życia, którego nie jest w stanie utrzymac na dłuższą metę. Dlatego znajdź swoją motywację i to, co działa dla Ciebie. 

Dziel i rządź na macie

Chcesz wiedzieć jaka jest najczęstsza wymówka? Nie mam czasu, bla bla bla. Tak, wiem, czasu jest zawsze za mało. Dlatego ważne jest odpowiedzenie sobie na pytanie jak ważne jest dla Ciebie własne zdrowie i dobre samopoczucie. Najważniejsze? To świetnie się składa, bo dla mnie też! Jeśli tak nie jest to czas zmienić priorytety i ustawić przy tym punkcie ten najwyższy. Na pewno są w domu zadania, które może spokojnie przejąć Twój partner. Może przez te pół godziny zająć się dzieckiem albo rozwiesić pranie, kiedy Ty będziesz ćwiczyć na macie (albo gdziekolwiek indziej). Brak czasu to wymówka. Pokombinuj i znajdź zadania, które albo nie są wystarczająco ważne (skrolowanie fejsa i IG) albo możesz je delegować komuś innemu (mąż świetnie się nada). 

Nastaw się pozytywnie

Wiele osób z założenia negatywnie podchodzi do aktywności. Nie było takich wzorców w dzieciństwie (jeśli jesteś rodzicem to wiedz, że warto takie wzorce w domu pokazywać) lub co gorsza babcia wykrzykiwała przez okno “nie biegaj, bo się zmęczysz!” No i co wtedy? Jest trochę klapa, bo mamy wdrukowane w głowie, że ruch nie jest fajny, a przecież jesteśmy stworzeni do ruchu! Znajdź coś, co będzie związane z aktywnością i co poprawia Ci humor, tylko błagam niech to nie będzie snickers w nagrodę. Koło wysiłek i nagroda w postaci jedzenia to niestety droga do…nikąd. Mówię tu raczej o małym rytuale, dla mnie rozłożenie maty oznacza chwilę dla siebie, relaks, rozluźnienie, później wypijam w spokoju herbatęi jest naprawdę błoooogo. Wiem, że później czuję się wspaniale, zadbałam o siebie i mogę wracać do działania.

Podsumowując chciałam jeszcze raz przypomnieć, że nikt nie jest idealny, zawsze zmotywowany i perfekcyjny. To złudzenie. Zrób to, co możesz na ten moment i ciesz się tym 🙂

Daj mi znać, jakie są Twoje sposoby na motywowanie się, chęcie się dowiem,

PS. Trwaja zapisy do programu, w którym będziemy się wzajmenie motywować, wspierać, ćwiczyć a także zdrowo odżywiać, jeśli jesteś zainteresowana zapisz się klikając tutaj.

Trening na bosaka ma rok!

Trening na bosaka ma rok!

Sto lat! Sto lat! Mój blog obchodzi pierwsze urodziny! Bardzo się cieszę, to był wspaniały rok. Początkowa ta strona nie miała być blogiem ani żadną działalnością onlineową. Miała być prosta strona wizytówkowa. Na początku. W zasadzie na to, że powinnam mieć stronę wpadłam pod koniec 2015 roku, ponieważ mój synek skończył już rok i wiedziałam, że niedługo będę musiała podkręcić trochę obroty na polu pracy, a nie chciałam wracać do pracy 7 ni w tygodniu tracąc weekendy i wszystkie wieczory. Tak więc założyłam sobie fp, początkowo nazywał się inaczej – pilates trening. No nie szło mi to bo nie czułam ani nazwy ani za bardzo nie miałam pomysłu na to co dalej?

Nazwa

Czułam, że powinnam zmienić nazwę. Tylko na jaką? Chciałam, żeby było to połączenie treningu, luzu i slow life. No i weź tu wymyśl coś sensownego. Nie takie łatwe prawda? W zasadzie wszystkie treningi moje własne jak i te z podopiecznymi odbywają się na bosaka. Dodatkowo wydało mi się to świetną metafora życia na luzie i bardziej slow. Życie na bosaka jest również o tyle fajne, że jesteśmy bliżej natury i bliżej siebie. Tak więc powstał trening na bosaka, bo stopa w tym wszystkim metaforycznie i dosłownie odgrywa bardzo duże znaczenie. Przyjęło się całkiem nieźle i co więcej wcale tej nazwy nie mam dosyć!

Początki

Rok temu miała chyba lekko ponad 100 fanów – dziękuję wszystkim moim wspaniałym znajomym, którzy zdecydowali się mnie wesprzeć 😀 Nie wiedziałam na ile moja wizja tego, że nie koniecznie zawsze trzeba cisnąć na maksa się spodoba i przyjmie. Wiedziałam juz też, że perspektywa kobiety, która posiada dom i rodzinę jest nieco inna niż dziewczyny, którą główną osią zainteresowania jest wygląd. Wiedziałam, że powinnam pisać w miare regularnie, mieć newsletter, ogarniać i wkrótce wymyślić jakiś produkt. Regularne wpisy pojawiły się jakoś w okolicy wakacji, wtedy też przyszedł kryzys i dosyć mocny nacisk na to, że ‘przecież powinnam iść do normalnej pracy’. Prawie dałam się namówić, byłam na kilku rozmowach i oto dostałam całkiem zadowalającą posadę w niemieckiej firmie zajmującej się arykułami biurowymi. Czad co nie? Prawda jest taka, że panu rekruterowi juz na rozmowie chciałam powiedzieć, że oboje marnujemy czas, ale zrobiłam to dla świętego spokoju swojego otoczenia (nie powielajcie moich błędów xD). To była połowa wakacji, wpadłam wtedy na pomysł Miesiąca treningów na bosaka i na projekt programu online, z którego jestem bardzo dumna, a w którym dziewczyny ćwiczą regularnie, dostaja motywację i wskazówki jak małymi krokami wprowadzać zdrowe zmiany bez skrajnego i wyczerpującego podejścia.

Co dalej?

Tak, są dalsze plany i marzenia. Dostaję sporo informacji od Was, że to, co robię sie przydaje, że daje Wam lepsze samopoczucie, motywację i jakże potrzeby w idealnym fitness świecie bufor. Chciałabym przybliżać swoja ideę w której pierwsze skrzypce gra świadomość ciała, jego prawidłowe funkcjonowanie, ale też zrónoważone podejście do tematu. Już niedługo, bo 1.04 rozpoczynamy kolejną akcję mailingową #ruszsięnawiosnę, w której uczestnicy (zapisani na newsletter >>> klik) będa otrzymywac materiały – treningi i zadania. Mam mnóstwo pomysłów na nowe posty, ale jeśli pojawiają się jakiekolwiek pytania – pisz, postaram się odpowiedzieć mailowo albo w poście na blogu. Szykuję również coś ekstra o letniej tematyce, więcej informacji wkrótce.

Podziękowania

Chciałabym złożyć tutaj również specjalne podziękowania dla Kasi Wojniak, która jest dobrym duchem tego projektu dbającym o przepiękne zdjęcia i filmy. Bez Kasi niewiele by się zadziało. Jestem o tym przekonana i równocześnie bardzo wdzięczna za to, że jest. Kasia robi najpiękniejsze na świecie zdjęcia <3

Ściskam Cię czytelniczko i bardzo dziękuję, że jesteś tu razem ze mną,

PS. Z okazji urodzin w sklepie internetowym pakie 3 treningów w promocyjnej cenie – promocja obowiązuje tylko do jutra do północy. Dlatego, jeśli chcesz mieć te treningi dla siebie to to jest najlepszy moemnt, żeby dokonać zakupu. Hurry up. Na serio warto.

PS. Jeśli znasz kogoś, kto chciałby zmienić coś na wiosnę a dokładniej z początkiem kwietnia to koniecznie podeślij mu tego posta, niech zapisze się na newsletter i od 1.04 odbiera maile z treningami i wskazówkami jak wprowadzić zdrowe zmiany do swojego życia.

Historia o moich kilogramach in plus, czyli zanim zaczęłam ćwiczyć na bosaka.

Historia o moich kilogramach in plus, czyli zanim zaczęłam ćwiczyć na bosaka.

Chciałam dzisiaj się do czegoś przyznać. Otóż nie zawsze potrafiłam zachować równowagę. Miałam skłonności do przesadzania to w jedną, to w drugą stronę. Od leżenia całe dnie na kanapie po chęć zaliczenia wszystkich kultowych zajęć w mieście, no bo przecież tak trzeba! Widzę w gazecie, że trzeba, widzę w internecie, że trzeba, znajome chodzą na zajęcia z pole dance, no to ja przecież też muszę! Wszyscy oznaczają sie na endomondo, no to co mi chyba też by wypadało? To było męczące, bardzo męczące. Nawołujące zewsząd sygnały do tego, że muszę, oczywiście dla mojego zdrowia były w rezultacie druzgocącym doznaniem dla mojej psychiki. Nie za bardzo potrafiłam to sobie uporządkować. Rzucałam się na aktywność, po to aby pojakims czasi znowu zapaść się w otchłań niebytu i słodkiego nicnierobienia. Miałam gigantyczne problemy ze swoim poczuciem wartości, jeśli chodzi o mój wygląd. Nigdy nie byłam dostatecznie dobra.

Tadam, oto jak wyglądałam mniej więcej u szczytu swojej wagi. 12 kilo więcej niż obecnie. Samopoczucie i cera pozostawiały wiele do życzenia. Ale okoliczności ładne -Złoty Pawilon, Kioto, rok 2012

Musisz czy chcesz?

To było i jest dla mnie kluczowe pytanie. Nie wiem jak dla Ciebie, ale dla mnie to “muszenie” zrobienie wszystkiego, co jest obietnicą wspaniałego ciała (jak reklamują firmy odzieżowe, producenci suplementów i odżywek oraz wlaścicieleklubów fitness) oraz zdrowia (ta sama grupa co powyżej) było niezwykle przytłaczającym doznaniem. Przyszedł taki moment, w którym byłam już tak sfrustrowana tym całym muszeniem, że stwierdziłam, że już nie chcę. Że mam to wszystko w głębokim poważaniu i chyba należy sobie na dobre to odpuścić i pozostać w swojej “pączkowej” formie. Tak, tak byłam kilkanaście kilogramów cięższa. Nieustannie myślałam o tym, czym faszerowały moją biedną głowę media i starałam się sumiennie ćwiczyć i zachowywać różnego rodzaju restrykcyjne diety, a za każde przewinienie surowo karałam się w myślach albo napadem kompulsywnego jedzenia. To przytłaczające poczucie winy i dezorientacji skutkowało tym, że moje ciało po prostu “puchło”. Moja psychika sprawiała, że ciało generowało problem/sytuację, z którą należało się uporać. Otaczałam się zabezpieczającą mnie przed zagrożeniami tkanką tłuszczową. Mięciutką aczkolwiek nieprzyjemną dla mnie i mojego oka.

 

Rok 2016, wszystko w miarę w normie. No może mam trochę zbyt surowego trenera od wydolności. Mój syn nie zna w tym temacie litości xD

 

Porównywarka

Mówią nie porównuj się, phi! Chyba z natury nie potrafimy się nie porównywać. Do tej pory często mam chwile zawahania i refleksji nad tym czy aby na pewno jestem wystarczająco dobra, żeby wrzucić swoje zdjęcie na instagrama, ale na szczęście jestem też starsza i wiem, że jestem ok taka jaka jestem. Stwierdziłam, że nie będę śledzić fantastycznej formy pani X w mediach społecznościowych, bo tak naprawdę to jest jej forma i świetnie, że taką ma. Nie śledzę profili, które prezentują tylko fizyczność, zdecydowanie bardziej wolę te, które prezentują fajne umiejętności. Te pierwsze były dla mnie totalnie demotywujące i przyłaczające. Bo co – brzuch? Pośladek? Może nie widzisz tego na zdjęciach, ale po ciąży mój brzuch częstno smętnie zwisa sobie w podporach, ale to jest jak najbardziej w porządku, ponieważ nosiłam w nim dziecko i jestem z tego dumna. Częścia tego zjawiska jest to, że social media zabierają nam radośc z bycia we własnym ciele takim, jako ono jest. Jacy my jesteśmy, bo przecież jesteśmy jednością. Nie da się rozdzielić jednego od drugiego. Ciała od mysłu. Dlatego hej, nie oglądaj demotywujących Cię profili, ruszaj się tak jak chcesz i ciesz się z bycia sobą <3

Punkt równowagi

Jest trudny do znalezienie, a według niektórych wręcz nieistniejący. To miejsce, w którym znalazłam wreszcie spokój. Pozwoliłam sobie na robienie tego, co cieszy moje ciało. Najczęściej ćwiczę w domu i uważam to za niezwykle komfortowe. Czasami jest to spontaniczny taniec-przeciąganiec, chwila stretchingu lub coś nieco bardziej intensywnego w zależności od samopoczucia. Nie podążam utartym rytmem. Dzisiaj zarwana noc, wczesne wstawanie i ogrome zmęczenie, gdybym zaplanowała sobie jakiś duży trening na dzisiaj i go nie wykonała wiązałoby się to z poczuciem winy. Wiem, że codziennie mam do wykonania jakąś małą jednostkę i to jest dla mnie dużo bardziej zjadliwe. To samo tyczy się jedzenia. Mam swoje generalne zasady, ale naprawdę NIGDY nie stosuję ich w 100%. Tak jak każdy uwielbiam słodycze i dobre jedzenie. Dlatego na codzień staram się stosować zasadę 80% dobrego jedzienia i 20% takiego nie dokońca dobrego 😉 Mam świadomość tego, że w generalnym rozrachunku dbam o siebie, a odstępstwo od normy nie powoduje druzgocącego poczucia porażki. Jeżeli jestem w knajpie i mam na coś ochotę to sama świadomość tego, że mogę jest niezwykle uwalniająca. Czasami z niej korzystam innym razem nie.

Właśnie takie podejście pomogło mi wrócić do formy, nie tylko po ciąży i utrzymywać regularne treningi oraz zdrową dietę. Nie jestem fitnessowym hardkorem i to jest ok. Wolę spokojniejsze formy, a one nagradzają mnie dobrą formą psychiczną i fizyczną. Znalazłam punkt równowagi i dystans. Tego staram się uczyć dziewczyny w moim programie online. Jeżeli chcesz zobaczyć jak wyglądają nasze treningi, kliknij tutaj i sprawdź. Mam aż 1,5 godziny domowego treningu dla Ciebie 🙂

Czy Tobie też ciężko odnaleźć się w fitnessowym światku? Daj mi znać, jakie są Twoje odczucia, jestem ciekawa!

Fotografie: Katarzyna Wojniak
Miejsce: Stan Skupienia

Trening w domu – trening z taśmą

Trening w domu – trening z taśmą

Mam dzisiaj dla Ciebie ostatni odcinek serialu pt. “trening z małym sprzętem w domu”. Mam nadzieję, że ta seria była dla Ciebie intrygująca niczym seriale na Netflixie i przydatna niczym no… po prostu bardzo przydatna 😉

Taśma

Taśma jest najlżejszym i najmniejszym gabarytowo i jednocześnie bardzo uniwersalnym małym sprzętem. Może nam zarówno ułatwić jak i utrudnoć wykonywanie ćwiczeń. Ćwiczenia, które na dzisiaj dla Ciebie przygotowałam w dużej mierze będą utrudniane przez taśmę. Taśma jest o tyle fajna, że możesz ja nosić ze sobą w torebce, czy w plecaku, który zabierasz na wakacje. Taśma powinna być dosyć długa ok. 1,8 m tak, abys mogła swobodnie zapleść ją za stopy albo wykorzystać w postawie. Taśmy mają różny stopień ‘oporowania’ warto wybrać średni opór tak, żebyś popracowała ale miała też mozliwość rociągnięcia taśmy. Każdy producent nieco inaczej oznacza kolorami swoje taśmy.

Twój trening z taśmą

 

Masz w domu taśmę? Dołącz do mnie 🙂

Zapraszam,